Sposób na lenistwo nr 6: Magiczna pałeczka

sposób na lenistwo

Ha! Pewnie teraz zastanawiasz się czym jest ta magiczna pałeczka?
Magiczna pałka to technika, która jest znana już od setek lat.
Pomogła ona wielu, a inni omijają ją szerokim łukiem nie doceniając jej mocy

A moc drzemie w niej ogromna!
Przy tak niesamowitej potędze zabawne jest to, jak prosta jest ta technika.

Magiczną pałeczką jest… (Czytaj więcej…)

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , , , , , ,

Kategorie: Inne,Książki i materiały,Motywacja

Sposób na lenistwo – Czyli jak stać sie supermanem?

Czytasz ten tekst ponieważ lenistwo zapewne jest Ci obce?:)
Bądźmy szczerzy – prawie każdy ma większy, lub mniejszy problem z lenistwem.
Jeżeli zatem nie jesteś jak maszyna, Brian Tracy, albo super-man, to zapewne zainteresują Cię swoiste dopalacze jakie Ci zaoferuje.

Dopalaczami tymi będą regularne wpisy na bloga, w których będę przedstawiał Ci kolejne mniej, lub bardziej zaawansowane sposoby na wyplenienie lenistwa ze swojego życia.

Zanim to jednak nastąpi odpowiedzmy sobie na pytanie:
„Skąd się bierze to podłe lenistwo?”

Badacze z McMaster University przeprowadzili szereg testów na myszach.
Część myszy była wyhodowana w taki sposób, aby nie posiadać 2 genów.
Myszy pozbawione owych genów nie przejawiały takiej aktywności fizycznej jak inne myszy.
Mimo, że wizualnie były identyczne jak „zdrowe” , gołym okiem można było odróżnić leniwe myszy.

Czyli lenistwo możemy mieć w genach?
Tak, ale w kontekście aktywności fizycznej- tą mamy w genach.
Chęć do pracy to zupełnie inna para kaloszy, lub nawet inna para traperów.
Łatwo byłoby zwalić na geny, wiem, jednak przypatrzmy się lenistwu dokładniej.
Geny, genami, ale od tego czy wykonujemy daną czynność zależy dużo więcej.

Co konkretnie?

- samopoczucie
- zdrowie
- środowisko (ludzie)
- otoczenie (rzeczy)
- osobisty stosunek do danej pracy
- rozpraszacze
- inne czynności do zrobienia

I kilka innych…
Jeżeli zatem zaczniesz zmieniać każdy z tych obszarów, skończysz z lenistwem i zostaniesz supermenem codzienności:).
Juz niedługo pierwszy sposób na lenistwo!

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , , ,

Kategorie: Behavior,Biznes,Motywacja,Przemyślenia

Osiąganie celów, żaby i problemy ze słuchem…

Dziś specjalnie dla SpectrumRozwoju.com nagrałem VIDEO o ważnym czynniku przez który sporo osób NIE OSIĄGA swoich celów:

Tagi: , , , ,

Kategorie: Motywacja,Opowieści,Przemyślenia

Jesteś jak Rocky?

Sylvester Stallone
Kolejna notka z cyklu „Kilka słów o znanym człowieku”.
Jakiś czas temu, jak co środę byłem w kinie. Miałem przyjemność zobaczyć zapewne jeden z ostatnich filmów Sylwestra Stallone.

Facet ma 64 lata, a nieźle się trzyma. Tym razem pokwapił się o wyreżyserowanie, stworzenie scenariusza, oraz o zagranie głównej roli w filmie „Niezniszczalni”.
Film opiera się oczywiście na efektach, dużej ilości krwi, oraz na słuchaniu dogranych dźwięków uderzeń ( http://www.audionetworkplc.com/sound-effects/body-damage/body-damage/punches-kicks/chin-socks/results.aspx) ręką lub nogą w dowolną część ciała przeciwnika. Mimo tego, oglądało się go bardzo dobrze, a i humoru można uświadczyć sporo.
Ot taki klasyczny film akcji.

Po filmie zacząłem rozmyślać o Sylvestrze Stalone, który ma ciekawy życiorys.
W latach 70 skończył czyścić lwie klatki (poważnie!) i rozpoczął karierę aktora, grając w kilku mało znanych filmach.

Przyszło mu to zapewne bez problemów, gdyż od urodzenia ma częściowy paraliż twarzy (prawy pliczek), problemy z mową, oraz wykrzywioną dolną wargę.
Jednak te niedoskonałości wcale nie przeszkodziły mu, aby stać się gwiazdą rozpoznawaną latami przez ludzi na całym świecie. Jak tego dokonał?

Nie każdy wie, ale Stallone, po walce Mohammada Ali z Chudkiem Wepnerem, napisał w zaledwie 3 dni scenariusz do filmu.

Następnie bardzo długo szukał wytwórni, która zdecyduje się wyprodukować jego film. Wielu producentów mu odmawiało, aż w końcu znalazł aprobatę dla swojego działa.
Jednak producenci zamiast niego w roli głównej widzieli bardziej: Roberta Redforda, Burta Reynoldsa, lub Jamesa Caana. Sylwester stale odmawiał.

W końcu otrzymał propozycje kupna scenariusza, za bagatela 400 000 tysięcy dolarów (0,4 miliona pięknych zielonych banknotów). Sylwester jednak widział tylko siebie w głównej roli, więc stale odmawiał, mimo nie najlepszej sytuacji finansowej.

Ostatecznie zgodził się na wynagrodzenie w wysokości 50 000 dolarów za rolę + 10% zysków z filmu. „Rocky” okazał się absolutnym hitem, gdyż amerykanom spodobała się prosta historia przedstawiająca amatorskiego boksera, który pokazał jak można w życiu dojść „od zera do bohatera”.

Film zarobił na siebie 150 milionów dolarów, z czego zgodnie z umową 1,5 miliona dostał Stallone. Takie pieniądze przydały mu się, gdyż na premierze Rock’ego Sylwester miał na sobie garnitur za… 50 dolarów, który został uszyty w naszym pięknym polskim kraju.

Potem już był z górki – zagrał w wielu mniej lub bardziej znanych i mniej lub bardziej docenionych przez krytyków filmach, takich jak: „Rambo” ( i kolejne części z których każdą samodzielnie wyreżyserował ) czy też „Człowiek Demolka”
Miał się na tyle dobrze, że pod koniec lat osiemdziesiątych zaproponowano mu występ w reklamie piwa. Warunkiem było ścięcie włosów. Stallone odmówił, mimo proponowanego początkowe jednego, a następnie dwóch milionów dolarów.
Wraz z Arnold Schwarzeneggerem, Bruce Willisem stworzył wspólnie sieć restauracji Planet Hollywood, która ma się nad wyraz dobrze.

Czy Stallone miał szczęście, a może grany przez niego „Włoski ogier” miał szczęścia?

Nie, po prostu obaj panowie byli w cholerę uparci, mieli wyznaczony cel i dążyli do jego realizacji. Kluczem była konsekwencja, wyznaczenie NAPRAWDĘ dużej stawki i po raz wtóry konsekwencja i praca. Co ciekawe obaj nie byli doskonali. Już na pierwszy rzut oka (tudzież ucha) można był zauważyć ich defekty i wady. Nie o to chodzi, aby być idealny, ale aby być doskonałym w swej niedoskonałości.

Obecnie Stallone je wisienkę z tortu swojego życia i okazyjnie występuje w filmach akcji.
Czas, abyś Ty zaczął reżyserować film swojego życia i zaczął zbierać życiowe Oskary.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Kategorie: Inspirujący Ludzie,Książki i materiały,Motywacja,Opowieści

Na dobry początek…

… dnia, tygodnia, miesiąca!
Jeżeli jeszcze nie masz tak dużej motywacji do działania i osiągania swoich celów, jakbyś chciał, to mam dla Ciebie ciekawą stronę! Mimo swojej prostoty daje bardzo interesujący efekt.
Warto ją odwiedzić i zacząć działać!

http://mighty.nlp-international.org/

Zanim klikniesz powyższy link, koniecznie włącz głośniki!
Baw się dobrze!

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , ,

Kategorie: Inne,Motywacja

Rybak i chłopiec

W małej wiosce mieszkał sobie stary, doświadczony rybak. Pewnego dnia przyszedł do jego domu młody chłopak, który poprosił, aby ten nauczył go łowić ryby, oraz tego jak wieść takie wspaniałe spokojne życie jak on.  Stary rybak odmówił, tłumacząc, że chłopak jest zbyt mało doświadczony, aby się tego nauczyć.  Po kilku dniach chłopak ponowił próbę i przyszedł prosić rybaka o wskazówki i rady, mówiąc, że będzie słuchał ich uważnie i każde jego polecenie wykona sumienie, bez zadawania zbędnych pytań. Niestety jego prośby okazały się nie skuteczne. Rybak stwierdził, że chłopak jest zbyt młody na taką naukę. Sytuacja powtarzała się, ale petent za każdym razem, podobnie jak za pierwszymi dwoma, był wysyłany z kwitkiem. Pewnego razu chłopak z samego rana czekał na rybka w jego kutrze. Kiedy rybak przyszedł, ambitny chłopak znowu zaczął go prosić, mówiąc, że będzie wykonywał każde jego polecenie. Rybak przekonał się, że rzeczywiście chłopakowi zależy na zdobyciu nowej, fascynującej wiedzy. Postanowił dać mu szansę do nauki, zabierając go na morze. Kiedy byli już daleko od brzegu stary rybak kazał chłopakowi wskoczyć do wody. Młody uczeń był nieco zdziwiony tym poleceniem, ale wskoczył do wody, ponieważ obiecał słuchać swego nauczyciela. Kiedy był już w wodzie, rybak nachylił się nad nim i… włożył jego głowię pod taflę wody, a następnie trzymał, aby ten nie mógł jej wyjąć. Chłopak zaczął panikować. Z całych sił próbował się wynurzyć, ale nie potrafił. Uderzał w rękę rybaka, ale nie był w stanie się wynurzyć. W pewnym momencie zaczęło brakować mu tlenu, więc jeszcze raz mocno, najsilniej jak potrafił uderzył w rękę rybaka i wynurzył się z nad tafli wody. Zasapany, łapał powietrze do płuc i krzyczał na rybaka:
-„Oszalałeś!? Chciałeś mnie utopić? Czemu to zrobiłeś?
Rybak w ramach odpowiedzi odwdzięczył mu się pytaniem:
-„O czym myślałeś będąc pod wodą?”
-„Co za głupie pytanie?! To oczywiste, myślałem tylko o tym, aby jak najszybciej wydostać się na powierzchnie!” – odparł zdenerwowany chłopak.
-„Widzisz, miałeś cel, ale czy samo myślenie o nim pomogło Ci w wydostaniu się z wody?”
-„Nie, przestraszyłem się, więc z całej siły uderzyłem w Twoją rękę i udało mi się dzięki temu wydostać” – usłyszał w odpowiedzi rybak.
„Otóż to! Ustaliłeś cel i podjąłeś działanie i właśnie to powinieneś robić w życiu.
Stawiaj sobie cele i podejmuj działania, które pomogą Ci w ich realizacji – Tyle mogę Cię nauczyć”

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , , ,

Kategorie: Inne,Motywacja,Opowieści

Zastaw się, a postaw się.

Otyłego mężczyznę skazano na śmierć. Był on jednak tak gruby, że nie mieścił się na krześle elektrycznym. Dyrektor więzienia zarządził, więc dietę.
Po tygodniu o chlebie i wodzie skazany zamiast schudnąć, przytył 10 kilogramów i co za tym idzie na krzesło nijak się nie mieścił.
Trochę zdziwiony dyrektor, postanowił dawkować nieborakowi przez kolejny tydzień tylko wodę. Efektem tego było ponowne przytycie więźnia o 10 kilogramów.
Sytuacja była co najmniej dziwna, dlatego ostatecznie więzień nic nie dostawał przez tydzień – normalna, regularna głodówka.
Facet nie schudnął ani grama, za to ponownie dobił do licznika na wadze 10 kilogramów.
Zdziwiony dyrektor przychodzi do więźnia pyta:
- „Co jest?! Czemu nie chudniesz?”
- „Aaaa… jakoś kurczę nie mam motywacji…” – odparł więzień.

I tak to jest, od motywacji zależy połowa sukcesu, lub w przypadku braku motywacji, połowa klęski.

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , ,

Kategorie: Inne,Motywacja

Motywacja – wstęp

Ostatnio nadużywam słowa „motywacja” – „mam odpowiednią motywacje”, „motywuje mnie to”, „kwestia odpowiedniej motywacji” itp.
Niewątpliwie wiąże się to z tym, że spotkałem na swojej drodze kilku bardzo ciekawych ludzi, którzy mają jasne cele w życiu i zdecydowanie dążą do ich osiągnięcia i nie boją się o nich mówić. Idąc za ciosem, postanowiłem przeczytać kilka tematycznych książek (w tym również „Motywacja bez granic” Nikodema Marszałka – polecam).
Niezależnie od czynników, jakie mną motywowały (mówiłem, że nadużywam tego słowa), postanowiłem napisać ten tekst, oraz założyć oficjalnego bloga firmowanego moim imieniem i nazwiskiem.
Znam pewnego człowieka, który stale nie ma energii do życia. Obojętnie, co by się nie działo, mu zawsze coś nie pasuje. Objawia się to narzekaniem, „czepiania” się innych, bądź po prostu wspomnianym brakiem energii życiowej. Każda nasza wspólna rozmowa odnośnie takiego nastawienia, a właściwie wstęp do niej nie dawała żadnego, efektu. Ostatnio porozmawiałem z nim o tym, w pewnym konkretnym kontekście (biznesowym) i już widzę pewne zmiany – liczę, że coś drgnie w dobrym kierunku. Właśnie! Co zrobić, aby „coś drgnęło”? O tym napiszę za chwilę. Mam wrażenie, że osoby, zachowujące się podobnie jak ta opisana wyżej wstają rano i powtarzają sobie w głowie motto:

„Znowu kolejny dzień szarej egzystencji, żartobliwie zwanej życiem”

Podejrzewam, że również okulary przeciwsłoneczne zakładają wtedy, kiedy ich życie razi :-)
Takie malkontenctwo nie pomaga w rozwoju.
W związku z powyższym zastanowiły mnie dwie rzeczy:

1. Skąd się bierze motywacja do życia i osiągania sukcesów w nim?
2. Skąd się bierze brak motywacji do życia i osiągania sukcesów w nim?

Wiadomo, że warunki, w jakich każdy z nas się wychował, otoczenie oraz pierwsze osiąganie, lub nie osiąganie ustalonych celów mają niewątpliwie wpływ na dalszą egzystencje.
Czy aby tylko i wyłącznie to warunkuje osiąganie celów, sukcesu, lub szczęścia
(w zależności, czym szczęście jest dla konkretnej osoby)?
Poznałem kilka osób, które nagle uwierzyły, że mogą coś zmienić i z dnia na dzień zaczęły inaczej postrzegać świat i czerpać więcej radości z życia.
Jak to kiedyś powiedział pewien trener NLP trzeba „zrobić sobie odpowiedni umysł”, aby móc osiągnąć sukces.
Parę miesięcy temu zacząłem „robić sobie umysł”.

Przyznam szczerze, że w związku z tym, iż zawsze byłem optymistą przyszło mi to z łatwością, szczególnie, że wiele przekonań i zasad, o których się dowiedziałem miałem już (nieświadomie) w głowie.
Swoją drogą pesymizm, optymizm i realizm, to też ciekawe tematy, gdyż wiele osób nazywa się realistami, a tak naprawdę patrzą pesymistycznie na świat, myśląc, że świat jest zły, niedobry i życie jest do niczego.  Z drugiej strony optymiści, często są zarazem realistami, ponieważ ich optymizm pomaga w tym, aby teoria, stała się praktyką i życie było takie jak oni chcą je widzieć.
Jednak odbiegłem nieco od tematu, a chciałem napisać, że od momentu, w którym postanowiłem coś zmienić w swoim życiu, cały czas nie opuszcza mnie wiara w siebie, oraz pozytywne nastawienie, niezależnie od tego, co dzieje się wokół.

Rzadko się denerwuje, chociaż oczywiście zdarza mi się, ale to dobrze – aby życie nie było nudne potrzebne są różnorodne emocje. Wszystko, do czego się zabieram wychodzi tak jak powinno, a jeżeli nie to później okazuje się, że i taka wersja zdarzeń jest jak najbardziej godna mojej akceptacji..
Ponad to spotyka mnie więcej niespodzianek i miłych sytuacji.
Jak to się stało? Trzymam się kilku zasad, o których istnieniu właściwie nie myślałem, ale postanowiłem je określić i wypisać, ale to na blogu dopiero wkrótce.
Efektem tego wszystkiego, jest to, że boję się czytać książek motywacyjno-rozwojowych, oraz chodzić na kursy tego typu, bo mam wrażenie, że wybuchnę z nadmiaru motywacji i pewności siebie ;-)
Bohater filmu „Terminal” Stevena Spielberga, również był przesycony optymizmem.
Codziennie nie dostawał akceptacji na wizę, codziennie żył jak włóczęga, codziennie borykał się z różnymi problemami. Jednak każdy, kto oglądał film widział w nim wesołego, pełnego nadziei człowieka.

Dlaczego? Dlatego, bo taką rolę nakreślił Tomowi Hanksowi Steaven Spielberg?
Prawdopodobnie też, ale bohater filmu, miał również niebywałą motywację, do tego, aby osiągnąć swój cel – dostać się na teren Stanów Zjednoczonych, aby spełnić obietnicę dla ojca.
Cel jest niezwykle ważny. Bez świadomości, co i w jakim czasie chcesz osiągnąć, nie osiągniesz nic. Warto mieć przysłowiowego króliczka, za którym się goni, bo bez niego nie masz żadnej motywacji, aby biec. Jeżeli nie biegniesz to stoisz w miejscu. Jeżeli stoisz w miejscu to cofasz się, ponieważ reszta świata idzie w przód. Jeśli grałeś kiedyś w jakąkolwiek odmianę gry Mario Bros, to wiesz o czym mówię :-) .
Jeżeli masz obrane cele, które tkwią cały czas w głowie niczym miecz króla Artura w skale, to podświadomość automatycznie dostosowuje Twoje zachowanie do osiągnięcia celu.
Cel musi być jasny, nie możesz obrać przykładowo takich celów:

„Chcę znaleźć dobrą pracę”
„Chcę być szczęśliwy”
„Chcę mieć dużo pieniędzy”

Te cele są zbyt ogólne, lepsze będą:

„Chcę skończyć mój kierunek studiów, aby pracować jako…”,
„Chcę znaleźć mądrą dziewczynę”,
„Chcę, dzięki mojej firmie w ciągu roku zarobić 100 000 zł”
(ten przykład nie jest do końca dobry, bo pieniądze w zasadzie są składową do osiągania niektórych celów, a nie celem samym w sobie, ale w tym kontekście mogą być)

Jeżeli postawisz sobie jasny cel, to możesz w sposób świadomy oraz nieświadomy robić małe i większe kroki do jego osiągnięcia. Jesteś bardziej zmotywowany, do podejmowania kolejnych decyzji, kolejnych wyzwań.
Polecam ustalić i wypisać listę celów (ja to zrobiłem w pierwszej połowie tamtego roku, oraz na jednym ze szkoleń kilka miesięcy temu), oraz czas w którym chcesz je zrealizować. Śmiało możesz wypisywać nawet najśmielsze, lub na chwilę obecną w Twoim mniemaniu, nierealne cele. Następnie warto pomyśleć, co przeszkadza Tobie w ich realizowaniu i jak można te przeszkody zlikwidować, lub ominąć.

Już wyrosłem z tego, że cel i marzenie to co innego. Owszem, jeżeli chcesz chodzić po wodzie, albo przebiegać 100 metrów w 2 sekundy, to bez wyrzutów sumienia możesz odłożyć takie marzenia w strefę fantazji. Pamiętaj jednak, że prawie każda rzecz, którą zrobił inny człowiek, jest dla Ciebie też osiągalna. Uwierz, w to, bo tak jest. Jeżeli to Cię nie przekonuje, to pomyśl, co masz do stracenia. Podpowiem Ci – nic.
Możesz wszystko, kwestia odpowiedniego celu, motywacji i wytrwałości. Przyszłość, to tak naprawdę teraźniejszość, którą Ty zarządzasz, aby wyglądała tak jak Ty chcesz, albo, jeżeli nie masz odpowiedniego nastawienia, tak jak inni tego chcą.  Oczywiście nie wszystko w życiu uda się bez przejść i problemów i że każdy napotkany człowiek pomoże Ci w osiąganiu celów. Nie będzie tak. Wiele razy będziesz wątpił, wiele nawet bardzo bliskich osób powie Ci, że Twoje plany są nic nie warte. Wiele czynników będzie sprawdzało to, czy naprawdę masz motywacje, aby nieprzerwanie dążyć do celu. Jeżeli dalej będziesz szedł przed siebie, nie przejmując się drobnymi porażkami, to po prostu wygrasz swoje marzenia.
Nie bój się ustalać naprawdę ambitnych celów, ale ciesz się z osiągania małych.
Udało Ci się zrobić smaczną jajecznicę? Doceń sam siebie!
Zrobiłeś rano 10 pompek? Doceń sam siebie!
Co więcej nie trzeba cieszyć się z tego co Ty zrobiłeś. Staraj się doceniać jak najwięcej sytuacji, które nie dotyczą bezpośrednie Ciebie.
Widziałeś auto „kameleon”? Ciesz się, bo czemu nie?
Znajomy powiedział Ci „Cześć” na ulicy? Ciesz się, bo czemu nie?

Ostatnio mój przyjaciel, któremu od pewnego czasu też nie brakuje motywacji w życiu, spotykał się ze mną i z radością wymalowaną na twarzy oznajmił mi, że ma dobry humor. Cieszyłem się razem z nim (bo czemu nie?) i słuchałem powodu tego stanu rzeczy. Wiesz, co usłyszałem?
To że wygrał 10 000 w konkursie sms-owym! Oczywiście, że nie :-) .
Otóż usłyszałem, że powodem jego dobrego humoru było to, co dostrzegł w czasie jazdy tramwajem. Podczas powrotu do domu, przed oczami przewijały mu się kolejne szare domy za oknem. Nagle pośród wielu szarych, pojawił się jeden… pomarańczowy. Wyrazisty kolor rzucający się w oczy. Mój przyjaciel od razu pomyślał, że człowiek, który tak pomalował sobie dom musiał być kreatywny i nietypowy. Na myśl o tym, zrobiło mu się od razu milej.

Czy Ty też cieszysz się z tego, że widzisz pomarańczowy dom?
Czy jest to coś absolutnie niezwykłego? Nie? Może tak? Obojętnie jak na to pytanie odpowiesz, to dlaczego by tego nie docenić?
Dla mnie niezwykłe w tej sytuacji nie było, to, że pozytywnym bodźcem, był owy pomarańczowy dom, ale to, że mój przyjaciel nie bał się do tego przyznać i otwarcie powiedział, co, mimo, że pozornie głupiego, ucieszyło go.
Doceniłem to i od razu zapisałem na telefonie „pomarańczowy dom”, aby nie zapomnieć wspomnieć o tym na blogu.
Jeżeli chcesz cieszyć się z większej części naszego życia i dostrzegać więcej pozytywnie na Ciebie wpływających bodźców, to wystarczy nieco szerzej otworzyć oczy i zmienić swoje nastawienie. W ten sposób świat zacznie się stawać, taki jaki Ty chcesz, aby był.
Timothy Ferriss, autor książki „4-godzinny tydzień pracy”, powiedział kiedyś:

„Rzeczywistość jest negocjowalna”

To oznacza, że jeżeli Ty czegoś naprawdę chcesz i nie siedzisz z założonymi rękami, aby to osiągnąć i masz odpowiednią motywacje, to cały świat pomoże Ci w osiągnięciu celu i się do dostosuje do Twojej wizji świata.
W tym tygodniu bliska mi osoba napisała kilka bardzo mądrych zdań w jednym smsie.
Jestem przekonany, że są one idealne na podsumowanie tego tekstu. Takiego sms-a przeczytałem w ostatni środowy wieczór:

„Najważniejsze, abyś robił to, co czujesz za zgodne z własnymi przekonaniami, wtedy na pewno osiągniesz sukces (…). Czynienie czegoś wbrew sobie nas niszczy, dlatego tak wielu z nas spędza część swojego życia na narzekaniu i leczeniu się z depresji. Dlatego pamiętaj, że zawsze będę stała za Tobą murem, póki będę wiedziała, że Twoje decyzje wypływają z głębi Twego serducha i umysłu”. Potem napisała zdanie, które bardzo mi się spodobało:

„Każdy ma swoją drogę, nie każdy ma odwagę, aby nią podążać w biały dzień”

Szczęścia, które płynie z realizacji życiowych celów, nie można odkładać na później, ani iść na kompromisy. Życzę Ci, abyś zobaczył coś, czego nie widzi większość innych.
Nie bój się marzyć nie bój się realizować marzeń, nie bój się iść na całość w życiu.

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , , , , , , ,

Kategorie: Behavior,Książki i materiały,Motywacja,NLP,Przemyślenia,Relacje

Teoria odbicia dobra

Zastanawiałem się kiedyś,  skąd bierze się ogólnie pojęte zło, negatywne emocje, złośliwości, oraz niepotrzebne nieporozumienia, lub po prostu postrzeganie „szarości życia” przez wiele osób.
Doszedłem do wnioski, że wszystko to bierze się od… innych ludzi.
Ile razy miałeś taką sytuacje, że ekspedientka w sklepie była niemiła, albo w pracy/szkole ktoś potraktował Cię bez szacunku?
Dlaczego tak było? Przez efekt domina – ktoś tym ludziom przekazał negatywne emocje, czy to tego samego dnia, czy też przez całe życie, które oni przekazują w obieg dalej. Całość tworzy swoiste perpetuum mobile – negatywne emocje skaczą z człowieka na człowieka, krążąc nieprzerwanie po całej Ziemi.
Jeżeli ja z pewnego powodu mam zły humor, to mogę tylko, dlatego, że mój brat zapomniał o co go prosiłem, zrobić mu awanturę, zamiast spokojnie z nim porozmawiać. Wtedy istnieje spora szansa, że on nie poradzi sobie do końca z takim traktowaniem. Zaraz po wyjściu z domu, zapewne spotka kolegę, któremu „zaszczepi” zły humor, a ten przekaże to kolejnej osobie, pod byle jakim pretekstem, lub nawet bez niego i sytuacja będzie się analogicznie rozwijać i powtarzać. Oczywiście niektórzy wychowują się w środowisku, które stale źle na nich wpływa – takie osoby, z „natury” źle oddziaływają na innych, ponieważ tak są po prostu nauczeni.
W takim razie jesteśmy skazani na zalanie całego świata ogólną żałobą, złością i powszechnym użalaniem się nad wszystkim.
Nie! Nie jest tak źle – podobnie, choć nieco trudniej, można przekazywać dobre emocje.
Mimo, że łatwiej kogoś wyprowadzić z równowagi, niż dać powód do szczerego uśmiechu, to i tak gra jest warta świeczki.
Ostatnio bardzo często stosuję pewną strategię.
Jest ona niezwykle prosta – wstaje rano i do każdego odnoszę się życzliwie, zaczynając od rodziny, przez sąsiadów i panią kioskarkę, a na znajomych i przyjaciołach kończąc.
Jednocześnie całkowicie nie dopuszczam do siebie tych, którzy robią coś odwrotnego, opisanego wcześniej.
Robię to, ponieważ mam swoją teorię, którą nazwałem roboczo: „Teoria odbicia dobra”.

Polega ona na tym, że zakładam, że każda osoba, która chociaż zauważy mój uśmiech, bądź usłyszy dwa miłe słowa, będzie lepiej nastawiona w danej chwili do innych i nieświadomie przekaże pozytywną energię dalej i dalej i dalej. Efekt tego działania jest albo neutralny, albo pozytywny, nigdy nie negatywny.  Brzmi to trochę dziwnie, trochę naiwnie, dla niektórych być może  to truizm i „oczywista oczywistość”, to dlaczego nie stosuje tego w praktyce? To naprawdę działa.
Zresztą podobne założenie przyjął bohater filmu: „Podaj dalej”, który postanowił zrobić 3 dobre uczynki, dla 3 różnych osób. Następnie każda z nich dowiadywała się o jego planie i również miała pomóc 3 osobom i przedstawić im ideę. Oczywiście każda z kolejnych osób miała takie samo zadanie. Film był bardzo pouczający i ciekawie nakreślił ten plan. W moich oczach miał on jedną wadę – ludzie boją się robić takich rzeczy, gdyż odbiegają one od standardów i mogę być odbierane jako dziwactwa. Poza tym wiele osób, które nawet byłby skłonne szerzyć tę ideę, po prostu zaniedbywałyby ją i z czasem całkowicie zapominały.
Dlatego postanowiłem po prostu oddziaływać na ludzi, aby Ci lepiej się czuli i w efekcie sami, nawet nieświadomie sprawiali, że inni przebywający w wokół nich również będą czuli się bardziej komfortowo, bardziej naturalnie. Taki schemat działania nie daje tak wymiernych efektów jak „Podaj dalej”, ale niewątpliwie ma rację bytu. Jak mawia mój znajomy:

„To jest proste jak słońce i jasne jak drut”

Teraz ktoś powinien powiedzieć:

„Dobra, dobra, ale życie nie jest takie piękne! Jest bardziej jak papier toaletowy – długie, szare i do… „

Otóż, może i takie jest, ale tylko wtedy, gdy wierzy się, że takie jest.
Brzmi dziwnie?
Rzeczywistość jest taka jak chcemy ją postrzegać (o tym napiszę za kilka dni), jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało.
Jeżeli mamy motywację do działania (o której również napiszę w kolejnej notce) i do tego, aby wyciskać z życia, niczym sokowirówka z pomarańczy, wszystko co wartościowe, to żyje się o wiele prościej, łatwiej i przyjemniej. Kwestia tylko i wyłącznie zmiany mentalności, ale to osobny temat, o którym napiszę przy okazji tematu motywacji.
Kilka dni temu spotkałem się z moim kolegą. Byłem naładowany pozytywną energią i mówiąc do niego szeroko się uśmiechałem. Efektem tego było, to, że usłyszałem:

„Dziś znowu masz dobry dzień?”

Pytanie wynikało z tego, że dzień wcześniej również tryskałem energią i dobrym humorem.
Oczywiście potwierdziłem to i wiecie co? Widziałem, że paru osobom z mojego otoczenia, tego dnia też udzielił się dobry nastrój przez kolejne parę godzin.
Każdy z nas może szczęśliwiej żyć, to nie jest przydzielone tylko dla wybranych. Nie osiąga się swoich celów, niechcący, przez przypadek. Jeżeli przypatrzymy się tak zwanym ludziom sukcesu (nie mówię tutaj o pieniądzach), to może poza naprawdę nielicznymi wyjątkami zobaczymy, że oni zawsze byli optymistami, którzy pomagali innym i z uśmiechem wyciągali do nich pomocną dłoń. To nie są ludzie gburowaci, oni po prostu cieszą się życiem i zarażają tym innych, sami na tym dobrze wychodząc.
Zatem… „Czyńmy dobro, czyńmy, czyńmy dobro” :-)

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , , , ,

Kategorie: Miłość,Motywacja,NLP,Przemyślenia