1

Skomentuj!

Pomagaj z głową!

Napisane przez Kacper Bisanz, 1 października, 2009 w kategorii Opowieści, Przemyślenia, Relacje

Ostatnio podeszła do mnie młoda dziewczyna i spytała czy wspomogę ją, dając kilka złotych na pociąg i piwo, ponieważ jedzie na jakąś masową imprezę.
Dziewczyna była bardzo ładna, ale miała dziwnie wygolone włosy i (coś, co mnie osobiście się nie podoba) kolczyki w wardze. Odmówiłem mówiąc, że w taki sposób nie pomagam. Podobna sytuacja miała miejsce kilka dni temu, tylko, że zaczepił mnie menel w średnim wieku. Niezależnie od tego, kto mnie prosi o pieniądze nie daję, bo to nie jest forma pomocy, a forma promocji lenistwa i degrengolady. Jeżeli jestem proszony o pieniądze „na jedzenie” to zawsze proponuje po prostu jedzenie. Kiedyś podszedł do mnie były więzień i poprosił o pieniądze na jedzenie. Powiedziałem, że chętnie mu coś kupię. Efektem było to, że szczęśliwy zajadał kanapkę, popijając shakem mlecznym i opowiadając mi o tym dlaczego trafił na ulicę, jak sobie na niej radzi i co robi aby zmienić swoje życie. Trafiłem na faceta, który nie chciał na wódkę, a po prostu był głodny.
Gdyby nikt nie dawał osobom proszącym o pieniądze, to żadna z nich by nie żebrała. Byłoby więcej osób, które grają, lub śpiewają na ulicach, czyli oferują swoje umiejętności umilające spacer w mieście w zamian za wrzucenie kilku monet „co łaska”. Poza tym więcej osób zaczęłoby szukać pracy, lub pomysłu jak zarobić uczciwie jakiekolwiek pieniądze.
W Hiszpanii przykładowo mieszka mężczyzna, który stoi na ulicy z… rowerem na głowie.
Podobno zarabia pieniądze o jakich Polacy na etacie w ogóle nie marzą. Gdybym zobaczył go na żywo na pewno dałbym mu parę euro, ponieważ powiększyłby moją mapę rzeczywistości o nowe doświadczenie.
Podobnie było w ostatnią sobotę. Przechodziłem centrum Wisły obok posągu rybaka obrośniętego glonami. Powiedziałem do koleżanki obok: „Tego tutaj ostatnio nie było” i poszliśmy dalej. W drodze powrotnej posąg nagle ożył. Facet miał niesamowity strój i potrafił stać bez żadnego, choćby małego ruchu. Doceniłem jego inwencje twórcą i rzuciłem mu kilka złotych do czapki.
Natomiast z reguły nie daje na wszelkiego typu fundacje, ponieważ korzystają one z elastyczności polskiego prawa, dzięki któremu pomagający nie ma pewności gdzie wędrują jego pieniądze.
Fenomenem jest dla mnie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która z roku na rok bije rekordy zebranych na szczytne cele pieniędzy.
Zawsze daje na WOŚP, ale osobom, które znam i wiem, że doniosą pieniądze do celu.
Niestety większość „wolontariuszy” wyciąga ze skarbonek „prowizję” dla siebie, sięgającą często kilkuset złotych. Szkoda, bo więcej pieniędzy byłoby przeznaczonych dla potrzebujących. Moim zdaniem powinno się zrobić skarbonki, z których pieniądze dałoby się wyciągnąć tylko po ich całkowitym zniszczeniu.
Świat jednak nie jest taki zły i da się pomagać w pewny, sprawdzony sposób. W jaki?
Jest ich kilka, ja przykładowo ostatnio oddaje krew. Wczoraj po raz kolejny odwiedziłem autobus Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Pewne bliska mi osoba spytała się, dlaczego to zrobiłem. Moją odpowiedzią było pytanie, dlaczego ona tego nie zrobiła.
Oczywiście nie każdy może oddać krew, ale każda zdrowa pełnoletnia (jednocześnie nie mająca więcej niż 65 lat) osoba może spróbować – co najwyżej w badaniach wyjdzie, że nie jest ona zdolna do oddania, w danym momencie, lub na stałe. Oddając 450 ml (bo tyle oddaje każda osoba niezależnie od płci) możesz uratować komuś życie. Ba! Na pewno uratujesz!
Mój kolega urodził się przez cesarskie cięcie. Jego mama straciła strasznie dużo krwi i jej życie było poważnie zagrożone. Gdyby nie krew od dawców, na pewno by nie przeżyła. Życie jest bezcenne, a znaczna część społeczeństwa może pomóc je ocalić.
Przy okazji dowiesz się czy jesteś zdrowy i czy nie masz AIDS, żółtaczki lub innych wirusów. Jeżeli to ma kogoś zmotywować to dodam, że po pobraniu krwi otrzymujemy (o czym zawsze idąc oddać krew zapominam) 8 dobrych czekolad, batonika i markową kawę.
Podsumowując, oddając krew:
- ocalasz komuś życie
- sprawdzasz swoje zdrowie
- dostajesz słodycze, którymi możesz wywołać uśmiech u bliskich Ci osób :).

Są inne formy pomocy, ta jest w miarę uniwersalna i naprawdę konkretna.
Niezależnie od tego jak pomagasz, zastanów się czy Twoja forma pomocy jest najlepsza jaką możesz wybrać w danej sytuacji. Doceniaj ludzi, którzy mimo ciężkiej sytuacji starają się zarobić w jakikolwiek uczciwy sposób poza żebraniem i jak tylko możesz oddaj krew!
Nie bądź żyła - podziel się!

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , , ,

 
2

Skomentuj!

Zakochałem się w pani z KFC!

Napisane przez admin, 15 września, 2009 w kategorii Blog, Miłość, Motywacja, NLP, Opowieści, Przyjaźń, Relacje

Jest dokładnie 2:22, a ja zaczynam pisać notkę.  Cóż, po prostu teraz czuję taką potrzebę :).

Dziś po tygodniowym szkoleniu postanowiłem postawić na relaks. Ogarniałem kilka spraw, potem poszedłem do fryzjera (mycie włosów przez zgrabne damskie dłonie, to jest to!), umówiłem się na jedno spotkanie, a wieczorem wpadłem do herbaciarni z przyjaciółką. Wieczór był świetny, ale to co mi się w nim najbardziej podobało to sama jego końcówka. W czasie powrotu do domu zahaczyliśmy o KFC. Podjechaliśmy do okienka i wtedy doznałem olśnienia.
W tym momencie pragnę zaznaczyć, że nie znam słów w języku polskim, angielskim, elfów, lub jakimkolwiek innym, które mógłby wyrazić to co przeżyłem. Postaram się to jednak zgeneralizować i uprościć, przypominając jeszcze raz, że nie jestem w stanie przelać na bloga obrazu tej sytuacji.
Tak więc podjechaliśmy, aby zamówić Twistera. Z okienka wychyliła się ładna brunetka z transparentnym uśmiechem na twarzy, błyskiem i radością w oczach, pytając energicznie i głośno w czym nam może służyć.
Złożyłem zamówienie, a następnie zostałem spytany czy chciałbym może tego Twistera w zestawie. Potem kilka dodatkowych pytań o chęć powiększenia zestawu, rodzaj napoju itp.
Pytania były bardzo normalne, ale wypowiedziane w taki sposób, że przyjaciółka, oraz ja byliśmy w szoku. Dlaczego? Otóż Iza (taki napis lśnił na plakietce, przypiętej do jej piersi) obsługiwała nas w taki sposób, jakby płacili jej co najmniej 200 zł za godzinę i tak, jakby sprzedawała fastfoodowe jedzenie pokryte warstwą platyny i złota, za które dostaje 50% prowizji. Ciężko powiedzieć jak ona to robiła. Może czytała notki na tym blogu o czynieniu dobra i uśmiechu? Może wychowała się w krainie mlekiem i miodem płynącej? Może to był anioł na ziemi? Nie wiem. Wiem tyle, że miała niesamowitą energię (a było przecież późno, bo po 23), uśmiech o którym już pisałem, naprawdę sympatyczny głos, oraz chęć sprawienia klientowi radości swoją postawą. Kiedy już czekałem na moje zamówienie, spytałem skąd w niej tyle energii. Odpowiedziała skromnie, że taką ma pracę i się w niej odstresowuje. Postanowiłem dowiedzieć się co robi na co dzień. Okazało się, że rozpoczyna studia pielęgniarskie, co by się zgadzało, bo od razu widać, że lubi pomagać ludziom.
Dałem jej moją wizytówkę i odjechaliśmy. W drodze do domu nie mogłem wyjść z podziwu jak swoją postawą można komuś umilić kilka minut życia, a potem dalszy posiłek. Było to absolutnie fantastyczne. Nigdy, nigdzie nie spotkałem się z taką, bądź co bądź bezinteresowną życzliwością dla obcej osoby.
Kiedy wróciłem do domu, sprawdziłem co w sieci piszczy, odpisałem na kilka maili i nadal myślałem o Izie z KFC. W pewnym momencie odszedłem od komputera, ubrałem kurtkę i szybkim krokiem pomknąłem w kierunku tej restauracji. W słuchawkach leciała mi muzyka, między innymi: “(…) Tak, to będzie ona, wymarzona cud-kobieta, może nawet żona…”
Co ciekawe od ponad miesiąca mówię każdemu, kto pyta mnie o mój stan cywilny, że jestem wolny, ale wkrótce znajdzie mnie miłość mego życia, która będzie życzliwą, inteligentną, błyskotliwą, towarzyską, zgrabną, brunetką z ładnym biustem i poczuciem humoru :). Na pierwszy rzut oka Iza spełniała 6 z tych 8 warunków, więc musiałem się dowiedzieć, czy spełnia wszystkie osiem :)
Okazało się, że dystans 5-6 kilometrów, można pokonać piechotą w pół godziny.
Drugim moim odkryciem było, to, że w dzień roboczy o godzinie 00:30 przy KFC Drive może czekać w kolejce kilka aut. Tak więc ustawiłem się za nimi i po pół godziny nastała moja kolej na podejście do okienka.
Tutaj nastała niespodzianka. Zamiast ciemnowłosej Izy, była miła blondwłosa Kasia.
Złożyłem zatem zamówienie: “Poproszę mojito, czymkolwiek jest i Izę do okienka”.
Zamówienie zostało zrealizowane i po zapłaceniu 5,99 i odczekania chwili miałem przed sobą zimny napój i gorącą dziewczynę. Opowiedziałem jej, że spodobało mi się jej podejście do świata i postanowiłem do niej przyjść i umówić się na środę, lub czwartek. Niestety Iza, dalej uśmiechając się szeroko odmówiła mi. Po chwili w rozmowie wyszło, że kilka metrów za nią stoi jej chłopak :). W związku z tym, że stałem już przy okienku i piłem mojito postanowiłem chociaż dowiedzieć się o niej czegoś więcej i lepiej ją poznać.
Po chwili rozmowy wnioskuję, że nie pomyliłem się i faktycznie jest fantastyczna osobą. Niestety nie będzie moją żoną, ale (jak zresztą jej powiedziałem) z takim uśmiechem i tak daleko zajdzie.
Nawet pofatyguję się i wyślę list do kierownika, aby docenił swoją pracownicę, bo odwala kawał dobrej roboty.
Co ciekawe ostatnio tłumaczyłem dwóm osobom, że wyjątkowe osoby, czekają na wyjątkowych partnerów i że ja też czekam, a nie szukam specjalnie. Okazuje się jednak, że przez uśmiech i miłe słowo potrafię błąkać się po nocach tu i tam:). Wiem, że liczyłeś, drogi czytelniku iż ta historia skończy się romantyczną wielką miłością, jednak zamiast takiego finału mam dla Ciebie cztery wnioski w ramach podsumowania:
1. Nigdy nie wiesz kiedy spotkasz, ciekawą osobę z którą możesz się identyfikować.
2. Dzięki odpowiedniej postawie można spotkać takich wariatów jak ja :)
3. Ładna dziewczyna zawsze namówi Cię na to, abyś wziął do zamówienia frytki.
4. Mojito w KFC, to naprawdę dobry, bezalkoholowy, orzeźwiający drink składający się z Sprite, lodu, tajemniczego syropu, listków mięty i plastrów limonki.

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , , ,

 
2

Skomentuj!

Akcji „Czyńmy dobro” ciąg dalszy

Napisane przez admin, 7 lipca, 2009 w kategorii Miłość, Przemyślenia, Przyjaźń, Relacje

Akcji „Czyńmy dobro” ciąg dalszy.
Ostatnio pisałem o prozaicznym, pozornie błahym zwrocie: „Kocham Cię”.
Dziś, krótko opiszę coś, dzięki czemu również w łatwy sposób sprawisz, aby osoby w Twoich otoczeniu poczuły się lepiej, a przy okazji samemu wprawisz się w dobry humor.
Cóż to może być?
Kilka prostych słów, których z niewidomych przyczyn używa się stanowczo za mało.
Oto zwroty, które warto mówić głośno i wyraźnie i wręcz nadużywać ich podczas codziennego dnia:
„Dzień dobry”, lub (co daje z reguły ciekawszy efekt): „Dzień dobry pani/panu”
„Poproszę”,
„Dziękuję”, lub „Dziękuję pięknie”, „Dziękuje serdecznie”
„Miłego dnia życzę”.
Cóż jest w nich nadzwyczajnego? Czemu o nich piszę, skoro każdy wie, jak i kiedy ich używać? Dlatego, że praktycznie codziennie jesteśmy w jakimś sklepie, czy też lokalu.
Jak zazwyczaj rozmawiamy kupując powiedzmy paczkę chusteczek higienicznych w kiosku?
- „Dzień dobry, chusteczki higieniczne proszę”
- „1 zł”
- „Dziękuję, do widzenia”
- „Do widzenia”
Tak wygląda dialog w najlepszym przypadku, jaki można zaobserwować stojąc 15 minut pod kioskiem (co zresztą uczyniłem), a co by było gdyby wyglądał tak:
- „Dzień dobry pani”
- „Dzień dobry”
- „Poproszę chusteczki higieniczne”
- „Proszę, 1 zł”
- „Dziękuję pięknie, miłego dnia pani życzę”
- „Dziękuję, wzajemnie!”
- „Dziękuję również, dowidzenia”

To może wydawać się nieco dziwne, nienaturalne, ale wcale nie jest tak odbierane.
Inny przykład. Idziesz sobie spokojnie ulicą, a tu jakaś młoda dziewczyna macha Ci ulotką promującą jakąś świetną szkołę policealną. Nie wiem jak Ty na to reagujesz, ale większość osób nie bierze ulotki do ręki, a na dodatek często patrzy na „ulotkarkę” z pogardą.
Pytanie brzmi: Co Ci szkodzi zabrać ulotkę?
A nóż zainteresuje Cię oferta reklamowanej firmy?
Jeżeli nie, to pięć metrów dalej zapewne będzie jakiś kosz z którego zrobisz użytek.
Ilekroć jestem na ulicy i ktoś daje mi ulotkę, biorę ją (choćbym się miał zatrzymać i poczekać na swoją kolej ;-) ) i mówię: „Dziękuję serdecznie, miłego dnia pani/panu życzę”.
Reakcje są bardzo pozytywne, ponieważ takie zachowanie odbiega od schematu.

Osoba, do której podchodzi się z sercem i miłym słowem, czuje się doceniona (nawet jeżeli jest tylko zwykłą kioskarką) i sama (w większości przypadków) staje się milsza dla nas.
Nam również jest przyjemniej, ponieważ widzimy, że ktoś dzięki nam się uśmiecha, oraz obdarza nas ciepłym słowem.
Proste?

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , ,

 
4

Skomentuj!

Akcja “Czyńmy dobro!”

Napisane przez Kacper Bisanz, 5 kwietnia, 2009 w kategorii Miłość, Przyjaźń, Relacje

Wyobraź sobie, że pewnego dnia każdy, dosłownie każdy na naszej planecie stwierdza, że tylko na jeden dzień będzie uprzejmy, uczynny i pełen empatii dla wszystkich.
W związku z tym, że każdy byłby życzliwy, to naprawdę ciężko byłoby wyprowadzić kogokolwiek z równowagi i przekonać, aby zaniechał swoje postanowienie, swój plan.
Nagle świat z dnia na dzień stałby się o wiele lepszy, bo ludzie nie robiliby sobie niepotrzebnych przykrości, awantur, złośliwości, a wręcz przeciwnie – całą postawą pokazywaliby miłość.
Dobrze, ja tutaj się rozmarzyłem, ale jednocześnie postanowiłem, że można by tak spróbować budować globalnie lepsze relacje z ludźmi.
Jestem pewien, że można zmieniać świat. Jak? Dobrem. Tak, tak – prosta sprawa - “dobro” i kropka.
Oczywiście do tego nawiązuje “Teoria odbicia dobra“, ale pomyślałem, że można by wykonywać małe, z pozoru błahe zadania, które miałby wymierne znaczenie.
Rozpoczynam akcje: “Czyńmy dobro!”.
Na czym będzie polegać?
Co kilka dni będę pisał na blogu, co danego dnia każdy, dosłownie każdy, bez większego wysiłku może zrobić, aby żyło nam się lepiej.

Co można zrobić dziś?

Powiedz kilku najbliższym osobom, że je kochasz.

Nie wymaga to specjalnych umiejętności, a często o tym zapominamy, więc przyjdź do domu, lub weź komórkę i przekaż mamie, tacie, żonie, dziewczynie, bratu, siostrze, przyjacielowi, przyjaciółce, lub komukolwiek innemu, kto na to zasługuje.
Nie odkładaj tego na później! Bierz odpowiedzialność za to kim jesteś i pamiętaj dzięki komu taki jesteś, oraz o tym, że warto za to podziękować prostym “Kocham Cię”

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

 
4

Skomentuj!

Uczeń i Budda

Napisane przez Kacper Bisanz, 22 marca, 2009 w kategorii Miłość, Motywacja, Relacje

Za trzema rzekami i dwoma górami, gdzieś daleko na wschodzie Japonii żył sobie Budda.
Pewnego dnia przyszedł do niego uczeń.
Powiedział, że po roku nauki zarówno teorii jak i praktyki potrafi już samodoskonalić się poprzez medytację.
Budda z kamienną twarzą spytał:
“Tylko tyle?”
Uczeń zrozumiał, że to za mało dla tak mądrego i wymagającego nauczyciela, więc szybko odszedł.
Po roku uczeń przyszedł ponownie do swojego mentora i oznajmił, że potrafi już nie tylko medytować, ale również lewitować kilka centymetrów nad ziemią.
Budda niewzruszony informacją, jaką usłyszał, zapytał:
“To wszystko, na co Cię stać?”
Młody uczeń odszedł w milczeniu, aby po pięciu latach wrócić i podzielić się z Buddą inną dobrą nowiną:
“Potrafię już okiełznać swoje pragnienia wchodząc w stan Nirwany!”
Tym razem Budda również nie docenił nowej umiejętności ambitnego człowieka stojącego przed nim i kolejny raz odpowiedział jednym pytaniem:
“To naprawdę szczyt Twoich możliwości?”
Uczeń nieco zrezygnowany, wrócił skąd przyszedł. Po dziesięciu latach przybył ponownie do starego mędrca i zaczął wymieniać:
“Oprócz głębokiej medytacji, lewitacji, oraz osiągnięcia stanu Nirwany, potrafię już chodzić gołymi stopami po rozżarzonych węglach!”
Na Buddzie nawet to nie wywarło wrażanie, zatem spytał retorycznie:
“Uważasz, że więcej nie jesteś w stanie osiągnąć?”
Nie taki młody już uczeń i nadal utwierdzał się w przekonaniu, że jeszcze nie umie wszystkiego, co powinien i odszedł w milczeniu.
Minęło piętnaście lat. Doświadczony uczeń przyszedł do bardzo starego już Buddy, który spytał go:
“Przychodzisz już piąty raz. Czego zatem nauczyłeś się przez te wszystkie lata?”
W odpowiedzi usłyszał:
“Potrafię uśmiechać się i pomagać ludziom”
Budda opowiedział:
“Zaprawdę teraz mogę powiedzieć Ci, że jesteś prawdziwym mistrzem…”

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , ,

 
3

Skomentuj!

Uśmiechnij się! :)

Napisane przez Kacper Bisanz, 17 marca, 2009 w kategorii Miłość, Przyjaźń, Relacje

W ubiegłym miesiącu pisałem o teorii odbicia dobra.
Dziś chciałem rozszerzyć tamtą myśl za pomocą niezwykle ciekawego filmu.
Kiedy po raz pierwszy otrzymałem link do niego wyłączyłem po minucie oglądania, ponieważ “nie miałem czasu” na oglądnięcie całego, a początek nie zainteresował mnie aby wtedy zobaczyć całość.
Dziś przyszedł do mnie przyjaciel i spytał czy zobaczyłem co mi wysłał na gg.
Był to ten sam film. Dziś też chciałem przełożyć jego oglądanie na później, ponieważ byliśmy już razem umówieni na spotkanie ze znajomym.
Adam, bo tak na imię ma osoba o której pisze, powiedział, że mamy jeszcze trochę czasu i w związku z tym koniecznie muszę zobaczyć ten film tu i teraz .
Nie byłem zachwycony wizją oglądania anglojęzycznego, czarno-białego filmu przez 16 minut, ale skoro przyjaciel mówił mi, że warto, abym to zobaczył, to oczywiście w pełni mu zaufałem.
Zobaczyliśmy wspólnie te 16 minut (właściwie niecałe 15, bo resztę stanowią napisy końcowe) i od razu stwierdziłem, że muszę ten filmik pokazać reszcie świata.
Rozpisałem się na wstępie, więc teraz pora na film:

Bardzo inteligentny film, stworzony przez Kurt Kuenne, na podstawie… swojej autentycznej historii.
Wydawało by się, że bohater filmu jest zwykłym parkingowym wydającym przepustki, ale on potrafił nawet z tak pozornie prostej pracy stworzyć misję swojego życia.

Ma bardzo klarowne przesłanie - warto być dobrym, warto dostrzegać w innych to dobro, piękno, coś pozytywnego. Poza tym obrazuje powiedzenie: “Kto z kim przystaje, takim się staje”, więc czemu nie “stwarzać” nowych, lepszych, pozytywnych i wiecznie uśmiechniętych ludzi?
Czy coś nas przed tym powstrzymuje?
Nie sądzę! Dlatego postanowiłem na tym blogu rozpocząć akcje: “Czyńmy dobro!” o której napiszę jeszcze w tym tygodniu. Na dziś powiem tylko tyle, że akcja ta będzie się składała z wielu misji, jestem ciekaw ile osób przejdzie wszystkie…

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , ,

 
1

Skomentuj!

Motywacja – wstęp

Napisane przez Kacper Bisanz, 1 marca, 2009 w kategorii Behavior, Książki i materiały, Motywacja, NLP, Przemyślenia, Przyjaźń, Relacje

Ostatnio nadużywam słowa „motywacja” – „mam odpowiednią motywacje”, „motywuje mnie to”, „kwestia odpowiedniej motywacji” itp.
Niewątpliwie wiąże się to z tym, że spotkałem na swojej drodze kilku bardzo ciekawych ludzi, którzy mają jasne cele w życiu i zdecydowanie dążą do ich osiągnięcia i nie boją się o nich mówić. Idąc za ciosem, postanowiłem przeczytać kilka tematycznych książek (w tym również „Motywacja bez granic” Nikodema Marszałka - polecam).
Niezależnie od czynników, jakie mną motywowały (mówiłem, że nadużywam tego słowa), postanowiłem napisać ten tekst, oraz założyć oficjalnego bloga firmowanego moim imieniem i nazwiskiem.
Znam pewnego człowieka, który stale nie ma energii do życia. Obojętnie, co by się nie działo, mu zawsze coś nie pasuje. Objawia się to narzekaniem, „czepiania” się innych, bądź po prostu wspomnianym brakiem energii życiowej. Każda nasza wspólna rozmowa odnośnie takiego nastawienia, a właściwie wstęp do niej nie dawała żadnego, efektu. Ostatnio porozmawiałem z nim o tym, w pewnym konkretnym kontekście (biznesowym) i już widzę pewne zmiany – liczę, że coś drgnie w dobrym kierunku. Właśnie! Co zrobić, aby „coś drgnęło”? O tym napiszę za chwilę. Mam wrażenie, że osoby, zachowujące się podobnie jak ta opisana wyżej wstają rano i powtarzają sobie w głowie motto:

„Znowu kolejny dzień szarej egzystencji, żartobliwie zwanej życiem”

Podejrzewam, że również okulary przeciwsłoneczne zakładają wtedy, kiedy ich życie razi :-)
Takie malkontenctwo nie pomaga w rozwoju.
W związku z powyższym zastanowiły mnie dwie rzeczy:

1. Skąd się bierze motywacja do życia i osiągania sukcesów w nim?
2. Skąd się bierze brak motywacji do życia i osiągania sukcesów w nim?

Wiadomo, że warunki, w jakich każdy z nas się wychował, otoczenie oraz pierwsze osiąganie, lub nie osiąganie ustalonych celów mają niewątpliwie wpływ na dalszą egzystencje.
Czy aby tylko i wyłącznie to warunkuje osiąganie celów, sukcesu, lub szczęścia
(w zależności, czym szczęście jest dla konkretnej osoby)?
Poznałem kilka osób, które nagle uwierzyły, że mogą coś zmienić i z dnia na dzień zaczęły inaczej postrzegać świat i czerpać więcej radości z życia.
Jak to kiedyś powiedział pewien trener NLP trzeba „zrobić sobie odpowiedni umysł”, aby móc osiągnąć sukces.
Parę miesięcy temu zacząłem „robić sobie umysł”.
Przyznam szczerze, że w związku z tym, iż zawsze byłem optymistą przyszło mi to z łatwością, szczególnie, że wiele przekonań i zasad, o których się dowiedziałem miałem już (nieświadomie) w głowie.
Swoją drogą pesymizm, optymizm i realizm, to też ciekawe tematy, gdyż wiele osób nazywa się realistami, a tak naprawdę patrzą pesymistycznie na świat, myśląc, że świat jest zły, niedobry i życie jest do niczego.  Z drugiej strony optymiści, często są zarazem realistami, ponieważ ich optymizm pomaga w tym, aby teoria, stała się praktyką i życie było takie jak oni chcą je widzieć.
Jednak odbiegłem nieco od tematu, a chciałem napisać, że od momentu, w którym postanowiłem coś zmienić w swoim życiu, cały czas nie opuszcza mnie wiara w siebie, oraz pozytywne nastawienie, niezależnie od tego, co dzieje się wokół.
Rzadko się denerwuje, chociaż oczywiście zdarza mi się, ale to dobrze – aby życie nie było nudne potrzebne są różnorodne emocje. Wszystko, do czego się zabieram wychodzi tak jak powinno, a jeżeli nie to później okazuje się, że i taka wersja zdarzeń jest jak najbardziej godna mojej akceptacji..
Ponad to spotyka mnie więcej niespodzianek i miłych sytuacji.
Jak to się stało? Trzymam się kilku zasad, o których istnieniu właściwie nie myślałem, ale postanowiłem je określić i wypisać, ale to na blogu dopiero wkrótce.
Efektem tego wszystkiego, jest to, że boję się czytać książek motywacyjno-rozwojowych, oraz chodzić na kursy tego typu, bo mam wrażenie, że wybuchnę z nadmiaru motywacji i pewności siebie ;-)
Bohater filmu „Terminal” Stevena Spielberga, również był przesycony optymizmem.
Codziennie nie dostawał akceptacji na wizę, codziennie żył jak włóczęga, codziennie borykał się z różnymi problemami. Jednak każdy, kto oglądał film widział w nim wesołego, pełnego nadziei człowieka.
Dlaczego? Dlatego, bo taką rolę nakreślił Tomowi Hanksowi Steaven Spielberg?
Prawdopodobnie też, ale bohater filmu, miał również niebywałą motywację, do tego, aby osiągnąć swój cel – dostać się na teren Stanów Zjednoczonych, aby spełnić obietnicę dla ojca.
Cel jest niezwykle ważny. Bez świadomości, co i w jakim czasie chcesz osiągnąć, nie osiągniesz nic. Warto mieć przysłowiowego króliczka, za którym się goni, bo bez niego nie masz żadnej motywacji, aby biec. Jeżeli nie biegniesz to stoisz w miejscu. Jeżeli stoisz w miejscu to cofasz się, ponieważ reszta świata idzie w przód. Jeśli grałeś kiedyś w jakąkolwiek odmianę gry Mario Bros, to wiesz o czym mówię :-).
Jeżeli masz obrane cele, które tkwią cały czas w głowie niczym miecz króla Artura w skale, to podświadomość automatycznie dostosowuje Twoje zachowanie do osiągnięcia celu.
Cel musi być jasny, nie możesz obrać przykładowo takich celów:

„Chcę znaleźć dobrą pracę”
„Chcę być szczęśliwy”
„Chcę mieć dużo pieniędzy”

Te cele są zbyt ogólne, lepsze będą:

„Chcę skończyć mój kierunek studiów, aby pracować jako…”,
„Chcę znaleźć mądrą dziewczynę”,
„Chcę, dzięki mojej firmie w ciągu roku zarobić 100 000 zł”
(ten przykład nie jest do końca dobry, bo pieniądze w zasadzie są składową do osiągania niektórych celów, a nie celem samym w sobie, ale w tym kontekście mogą być)

Jeżeli postawisz sobie jasny cel, to możesz w sposób świadomy oraz nieświadomy robić małe i większe kroki do jego osiągnięcia. Jesteś bardziej zmotywowany, do podejmowania kolejnych decyzji, kolejnych wyzwań.
Polecam ustalić i wypisać listę celów (ja to zrobiłem w pierwszej połowie tamtego roku, oraz na jednym ze szkoleń kilka miesięcy temu), oraz czas w którym chcesz je zrealizować. Śmiało możesz wypisywać nawet najśmielsze, lub na chwilę obecną w Twoim mniemaniu, nierealne cele. Następnie warto pomyśleć, co przeszkadza Tobie w ich realizowaniu i jak można te przeszkody zlikwidować, lub ominąć.
Już wyrosłem z tego, że cel i marzenie to co innego. Owszem, jeżeli chcesz chodzić po wodzie, albo przebiegać 100 metrów w 2 sekundy, to bez wyrzutów sumienia możesz odłożyć takie marzenia w strefę fantazji. Pamiętaj jednak, że prawie każda rzecz, którą zrobił inny człowiek, jest dla Ciebie też osiągalna. Uwierz, w to, bo tak jest. Jeżeli to Cię nie przekonuje, to pomyśl, co masz do stracenia. Podpowiem Ci – nic.
Możesz wszystko, kwestia odpowiedniego celu, motywacji i wytrwałości. Przyszłość, to tak naprawdę teraźniejszość, którą Ty zarządzasz, aby wyglądała tak jak Ty chcesz, albo, jeżeli nie masz odpowiedniego nastawienia, tak jak inni tego chcą.  Oczywiście nie wszystko w życiu uda się bez przejść i problemów i że każdy napotkany człowiek pomoże Ci w osiąganiu celów. Nie będzie tak. Wiele razy będziesz wątpił, wiele nawet bardzo bliskich osób powie Ci, że Twoje plany są nic nie warte. Wiele czynników będzie sprawdzało to, czy naprawdę masz motywacje, aby nieprzerwanie dążyć do celu. Jeżeli dalej będziesz szedł przed siebie, nie przejmując się drobnymi porażkami, to po prostu wygrasz swoje marzenia.
Nie bój się ustalać naprawdę ambitnych celów, ale ciesz się z osiągania małych.
Udało Ci się zrobić smaczną jajecznicę? Doceń sam siebie!
Zrobiłeś rano 10 pompek? Doceń sam siebie!
Co więcej nie trzeba cieszyć się z tego co Ty zrobiłeś. Staraj się doceniać jak najwięcej sytuacji, które nie dotyczą bezpośrednie Ciebie.
Widziałeś auto „kameleon”? Ciesz się, bo czemu nie?
Znajomy powiedział Ci „Cześć” na ulicy? Ciesz się, bo czemu nie?
Ostatnio mój przyjaciel, któremu od pewnego czasu też nie brakuje motywacji w życiu, spotykał się ze mną i z radością wymalowaną na twarzy oznajmił mi, że ma dobry humor. Cieszyłem się razem z nim (bo czemu nie?) i słuchałem powodu tego stanu rzeczy. Wiesz, co usłyszałem?
To że wygrał 10 000 w konkursie sms-owym! Oczywiście, że nie :-).
Otóż usłyszałem, że powodem jego dobrego humoru było to, co dostrzegł w czasie jazdy tramwajem. Podczas powrotu do domu, przed oczami przewijały mu się kolejne szare domy za oknem. Nagle pośród wielu szarych, pojawił się jeden… pomarańczowy. Wyrazisty kolor rzucający się w oczy. Mój przyjaciel od razu pomyślał, że człowiek, który tak pomalował sobie dom musiał być kreatywny i nietypowy. Na myśl o tym, zrobiło mu się od razu milej.
Czy Ty też cieszysz się z tego, że widzisz pomarańczowy dom?
Czy jest to coś absolutnie niezwykłego? Nie? Może tak? Obojętnie jak na to pytanie odpowiesz, to dlaczego by tego nie docenić?
Dla mnie niezwykłe w tej sytuacji nie było, to, że pozytywnym bodźcem, był owy pomarańczowy dom, ale to, że mój przyjaciel nie bał się do tego przyznać i otwarcie powiedział, co, mimo, że pozornie głupiego, ucieszyło go.
Doceniłem to i od razu zapisałem na telefonie „pomarańczowy dom”, aby nie zapomnieć wspomnieć o tym na blogu.
Jeżeli chcesz cieszyć się z większej części naszego życia i dostrzegać więcej pozytywnie na Ciebie wpływających bodźców, to wystarczy nieco szerzej otworzyć oczy i zmienić swoje nastawienie. W ten sposób świat zacznie się stawać, taki jaki Ty chcesz, aby był.
Timothy Ferriss, autor książki „4-godzinny tydzień pracy”, powiedział kiedyś:

„Rzeczywistość jest negocjowlana”

To oznacza, że jeżeli Ty czegoś naprawdę chcesz i nie siedzisz z założonymi rękami, aby to osiągnąć i masz odpowiednią motywacje, to cały świat pomoże Ci w osiągnięciu celu i się do dostosuje do Twojej wizji świata.
W tym tygodniu bliska mi osoba napisała kilka bardzo mądrych zdań w jednym smsie.
Jestem przekonany, że są one idealne na podsumowanie tego tekstu. Takiego sms-a przeczytałem w ostatni środowy wieczór:

„Najważniejsze, abyś robił to, co czujesz za zgodne z własnymi przekonaniami, wtedy na pewno osiągniesz sukces (…). Czynienie czegoś wbrew sobie nas niszczy, dlatego tak wielu z nas spędza część swojego życia na narzekaniu i leczeniu się z depresji. Dlatego pamiętaj, że zawsze będę stała za Tobą murem, póki będę wiedziała, że Twoje decyzje wypływają z głębi Twego serducha i umysłu”. Potem napisała zdanie, które bardzo mi się spodobało:

„Każdy ma swoją drogę, nie każdy ma odwagę, aby nią podążać w biały dzień”

Szczęścia, które płynie z realizacji życiowych celów, nie można odkładać na później, ani iść na kompromisy. Życzę Ci, abyś zobaczył coś, czego nie widzi większość innych.
Nie bój się marzyć nie bój się realizować marzeń, nie bój się iść na całość w życiu.

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , ,

Copyright © 2010 Kacper Bisanz Layout modyfication by Kacper Bisanz statystyka