Jesteśmy zwycięzcami!
Dziś jest piękny wieczór, po prostu piękny… a jutrzejszy dzień będzie jeszcze piękniejszy, więc, warto pamiętać, że jeśli tylko chcesz, to jesteś zwycięzcą.
KREUJ OTACZAJĄCY CIĘ ŚWIAT
Dziś jest piękny wieczór, po prostu piękny… a jutrzejszy dzień będzie jeszcze piękniejszy, więc, warto pamiętać, że jeśli tylko chcesz, to jesteś zwycięzcą.
Tydzień temu w ciągu jednego dnia, odczułem dwa bodźce, które skłoniły mnie do refleksji.
Rano, wraz z moją piękną, rudą kobietą oglądałem film: „Patch Adams”.
O filmie po raz pierwszy usłyszałem kilka dni wcześniej od przyjaciółki, mimo, że powstał on w 1998 roku. Film jest oparty na faktach i opowiada o mężczyźnie, który chciał popełnić samobójstwo i od tego momentu jego życie ulegało coraz to większej zmianie. Mimo swojego wieku (główną rolę gra Robin Williams, który wtedy był po 40), postanawia iść na medycynę i zostać lekarzem.
Facet ma niesłychanie ciekawe i optymistyczne podejście do studiowania, pacjentów, jak i samego w sobie życia. W filmie pokazane jest to, jak w zupełnie szalony i nietypowy sposób Patch ulepsza świat wokół sobie. Mimo, że nie podoba się to wielu osobom, a czasem nawet graniczy z dobrym smakiem, lub prawem, Patch radośnie idzie przez życie osiągając swoje cele. Film zrobił na mnie duże wrażenie i umocnił mnie w przekonaniu, że z dobrymi wartościami pod pachą, warto iść swoją drogą, która niekoniecznie jest już wydeptana.
Ta i inne podobne myśli towarzyszyły mi przez cały dzień.
Wieczorem spotkałem się z kolegą, który oświadczył mi, że rzucił pracę, w której szef go bardzo stresował. Mimo dobrej pensji i oferty podwyżki kolega zdecydował się na rzucenie pracy.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby był poszukiwanym specjalistą w jakiejś dziedzinie, lub miał już „zaklepaną” drugą pracę. Nic z tych rzeczy jednak nie miało miejsca.
Kolega rzucił pracę z dnia na dzień. Postanowił robić biznes i właśnie zaczyna go rozkręcać.
Ma swoje zobowiązania, na które potrzebuje pieniędzy, ale wie, że uda mu się zarobić pieniądze w inny niż do tej pory sposób.
Można to nazwać odwagą, można też szaleństwem. Dla mnie jest to oznaka ambicji. O byciu ambitnym napomknąłem w poprzedniej notce i tą można traktować jako jej kontynuacje.
Na pewno za kilka miesięcy napiszę na blogu o sukcesach mojego kolegi, bo wiem, że mu się uda.
Bądź, co bądź obie te historie inspirują. Obaj mężczyźni chcą być szczęśliwi, a niekoniecznie „bezpieczni” w tym miejscu w życiu, w którym chcą. Oczywiście nie każdy może rzucić pracę z dnia na dzień. Do tego potrzebna jest wiedza, absolutna pewność siebie i konkretne ustalenie swoich celów, oraz priorytetów. Nie mniej jednak wiedzę można zdobyć, pewność siebie wyrobić, a cel i priorytety ustalić, ale… kto by tam miał czas na wyrywanie się z rutyny?:)
Jak powiedział Tukidydes:
“Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności jest odwaga”
Mały Robert, jak, co niedzielę i w tę obserwował mamę, przygotowującą obiad dla całej rodziny.
Mama zaczęła przygotowywać mięso. Syn jak zwykle obserwował ją uważnie, aż w końcu w jego głowie narodziło się z pozoru głupie pytanie:
„Mamoooo, dlaczego zawsze obcinasz mięso z dwóch stron zanim wsadzisz je do brytfanki?”
Mama uśmiechnęła się i spojrzała na Roberta i czule powiedziała:
„Dlatego, bo tak zawsze robiła moja mama, skarbie”
Robercikowi nie wystarczyła ta odpowiedź, więc podczas najbliższej wizyty u swojej babci, zapytał ją: „Babciu, dlaczego tak jak mama, Ty też zawsze obcinałaś mięsko z dwóch stron, zanim wsadziłaś je do brytwanki?” Usłyszał w odpowiedzi: „Bo moja brytfanka była za mała”
Niejednokrotnie mechanizm przedstawiony w tej historii jest powielany podczas tworzenia różnych nawyków, czy tradycji. Warto zastanowić się, czy wszystko, co robisz, to przemyślane działanie, czy też powielanie niekoniecznie poprawnych schematów stworzonych przez innych ludzi.
Czasem warto się wychylać. Wychodzenie poza granicę komfortu, to rozwój.
Pozostawanie w swoim ciasnym boksie, to brak ambicji.
Strach, jest normalną ludzką emocją, jednak permanentny strach, z którym nic nie usiłuje się robić, to brak ambicji. Weźmy przykładowo osobę, która boi się wystąpień publicznych, a często na większym, bądź mniejszym forum musi coś powiedzieć. Strach przed wystąpieniami publicznymi nie jest naturalny, ale jest bardzo powszechny, gdyż zaraża nim szkoła, ale to temat na inny wywód.
Zatem żaden wstyd, mieć taki „problem”.
Natomiast, jeżeli dana osoba, mimo, że jej ten problem przeszkadza, nic z tym nie robi, to świadczy o tym, że jest mało ambitna.
Często też pewne błędy i schematy są powielane, przez brak spojrzenia z innej perspektywy.
Tymczasem inne spojrzenie zawsze owocuje pouczającym doświadczeniem, bądź… sukcesem.

W ten sposób stworzono przecież prawie cały nowoczesny świat: samolot (latać? Toż to szaleństwo!), telefon komórkowy (którego pomysł powstania wyśmiewało wiele „mądrych głów”), czy chociażby bielizna termoaktywna
Wszystkie mniej, lub bardziej znaczące wynalazki powstały na skutek odmiennego niż wcześniej spojrzenia na świat. Już widzę jak powstała wyszukiwarka google…
Przychodzi Larry Page (jeden z dwóch twórców google) i mówi:
„Mamo, mamo! Zaindeksuje cały Internet!”, a mama na to:
„Inte… co?! Aaaa ten nowy głupi twór XX wieku? Idź do książek, bo sesja się zbliża, a nie zajmuj się głupotami!”
A jednak google powstało, mimo, że przejaskrawiony dialog powyżej wcale nie jest tak nierealny, jakby się to mogło wydawać.
Kiedy zaczniesz patrzeć trochę dalej niż sięga horyzont, ludzie wokół Ciebie, a w szczególności Ci najbliżsi, będą Cię zniechęcać i krytykować, bo przecież: „Nie będziesz kolejnym Billem Gatesem”. Fakt, nie będziesz. Chociaż notabene. on zaczynał w garażu, więc nie miał jakiś specjalnych warunków do pracy. Pewnie masz podobne, lub lepsze warunki. Możesz być Gatesem w swojej dziedzinie (miłość, sztuka, biznes, nauka), możesz osiągnąć zupełnie inny sukces, mniejszy, a może nawet większy, tylko musisz zacząć realizować swoje plany.
Czy wiesz ile przeciętnie podejmuje się prób osiągnięcia swojego celu?
Statystycznie wartość ta jest mniejsza niż 1, gdyż większość osób rezygnuje, przed podjęciem jakiejkolwiek próby. Tak robi większość – sam zdecyduj, czy do niej należysz.
Oczywiście zawsze można znaleźć wymówki, jednak czy stać Cię na wymówki?
One sporo kosztują… naprawdę. Mnie nie stać, aby zaniechać realizowania swoich często niekonwencjonalnych planów.
A czy Twoje ambicje pozwalają Ci, aby było Cię stać na sukces, czy na wymówki?

Od prawie 2 lat jestem informacyjnym analfabetą.
Nie mam pojęcia, co się dzieje na świecie i jest mi z tym świetnie.
Nie czytam gazet, nie wchodzą na Onet i (co mnie najbardziej cieszy) nie oglądam wieczornych wiadomości na żadnym kanale. Dlaczego?
Kiedyś ubzdurałem sobie, że media pogarszają mój nastrój, a i tak najważniejsze informacje docierają do mnie od znajomych. Od tego momentu, właściwie z dnia na dzień przestałem się interesować tym, co nie dotyczy bezpośrednio mnie lub moich bliskich.
Kilka osób nazwało mnie ignorantem, kilka osób dyskutowało na temat sensu takiego postanowienia, a ja w zaparte odcinałem się od masowych źródeł informacji. Co ciekawe nie przegapiłem niczego „ważnego”. Wiedziałem, kto został prezydentem USA, oraz kiedy odbyła się Olimpiada, nie przegapiłem również Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy, a i o katastrofie w Smoleńsku dowiedziałem się od znajomej przez telefon, zaledwie kilka minut po całym zajściu.
Okazało się, że przez 2 lata oszczędziłem przeszło 250 godzin (biorąc pod uwagę średni czas poświęcony na masmedia przed przeciętnego polaka) i nie zatrułem swojego umysłu. Zatrułem?
Tak, wiadomości pokazywane przez media, to płynna trucizna podana w nieskazitelnie przezroczystym krysztale.
Przyjrzyjmy się temu, co widzimy w mediach:
1. Polityka – znowu, źle znowu gorzej, znowu oszustwa i kolejne nadużycia.
2. Katastrofa, tragedia – na morzu, lądzie, lub w wodzie.
3. Gwałt, zabójstwo, pobicie – „Dlaczego sąsiedzi nie reagowali?”, „Gdzie była policja?”
Czasem na końcu niektórych wiadomości, dla zmylenia odbiorcy podają coś śmiesznego, lub pozytywnego, jednak i tak są to wyjątki.
Co nam daje wrzucanie takich informacji do głowy? Czy na pewno warto zamartwiać się cudzymi tragediami?
Pewna osoba na to pytanie odpowiedziała mi:
„Tak, ponieważ należy współczuć innym”
Nie będę poruszał kwestii duchowości i wiary, mimo, że nie jest ona mi obca i mam dosyć ugruntowany pogląd na temat religii. Naturalnie, warto czasem poświęcić czas na refleksje. Z drugiej strony dobrze jest zadać sobie pytanie:
Czy od współczucia osobie, której nie nawet nie znamy zrobi się jej lepiej?
Może rodziny ofiary jakiegoś wypadku, przez to, że Ty im współczujesz, nagle poczują otuchę?
Czy zamiast dyskutować godzinami ze swoimi znajomymi na temat tragedii i polityki, nie lepiej by było godzinę więcej popracować i zarobione w ten sposób pieniądze oddać na cele charytatywne?
Zasadniczo zamiast „współczuć” osobom z drugiego końca polski, lub drugiej strony globu, lepiej zgasić światło i iść spać.
W ten sposób przynajmniej przyczynisz się do zwolnienia narastającego globalnego ocieplenia.
Warto zdać sobie sprawę z tego, co i jak na nas wpływa, oraz czy watro przyjmować wszystkie informacje do głowy.
Jakiś czas temu usłyszałem na pewnym szkoleniu określenie:
Dieta niskoinformacyjna”, lub też „Post informacyjny”. Okazało się, że mój pomysł… nie był moim pomysłem i ktoś już wcześniej miał podobne przemyślenia do moich. Prawdopodobnie pierwszym był Timothy Ferriss, którego książkę miałem przyjemność przeczytać. Okazuje się, że ten nowoczesny biznesmen również ucieka od masmediów. Więcej o nim i o jego koncepcji życia można przeczytać w książce „4-godzinny tydzień pracy”.
Jeżeli facet pracuje kilka godzin tygodniowo, jest szczęśliwy i zarabia kilkanaście średnich krajowych, to po prostu nie kłócę się z nim, tylko biorę przykład.
Dzięki temu mam więcej czasu na moje zainteresowania, znajomych, miłość, pracę i cokolwiek sobie wymyślę. Przy tym wszystkim mam po prostu mniej (cudzych) zmartwień.
Zatem…Oszczędzaj swój umysł i karm go pożytecznymi i dobrymi informacjami.
Będzie Ci za to wdzięczny, a Ty będziesz czuł się lepiej.
Nawet z biologicznego punktu widzenia, taka „dieta” jest lepsza dla Ciebie. Dlaczego?
Jeżeli przyjmujesz negatywne informacje, stresujesz się, zamartwiasz, to w Twoim organizmie wytwarza się kortyzon, który podwyższa ciśnienie krwi i działa destrukcyjnie na Twój organizm.
Natomiast, jeżeli jesteś szczęśliwy, śmiejesz się, przebywasz z osobą, którą kochasz, uprawiasz seks (z wyjątkiem większości pierwszych razów) to w Twoim organizmie produkują się endorfiny, które likwidują wszelkie napięcia w ciele, pozwalają się Tobie zrelaksować i odpocząć.
Biorąc to wszystko pod uwagę, wiem, że warto starannie selekcjonować informacje.
A Ty? Czy już potrafisz przejść na dietę niskoinformacyjną?

Pewna osoba powiedziała mi ostatnio, że mam wyprany mózg.
Dlaczego? Pewne dlatego, że uważam, iż życie wcale nie jest tak skomplikowane jak nam się wydaje.
Myślę (może się mylę, nie wiem), że w czasie naszego życia można spełniać marzenia i brać z szczęście pełnymi garściami.
Oczywiście wszystko zależy od pracy, jaką się włoży w polepszanie komfortów naszej egzystencji, ale każda osoba która chce może prawie wszystko.
Trzeba tylko zrozumieć parę spraw i powoli zmieniać siebie, aby cały świat wokół również się zmieniał.
Może Ty też myślisz, że mam wyprany mózg? Mam, to prawda! Odkryłem to wczoraj niechcący, kiedy miałem opowiedzieć publicznie kilka minut o sobie i w czasie tej wypowiedzi doszło do mnie kilka istotnych kwestii.
Otóż mój mózg prali i nadal piorą moi rodzice, przyjaciele, znajomi, książki, filmy, oraz wszystko to, z czego czerpię teoretyczną i praktyczną wiedzę.
Polecam pranie w proszku do jasnego i kolorowego prania, a nie w „Perwolu Black Magic”.
Wtedy mamy jaśniejszy i barwniejszy obraz świata.
Warto sięgać do źródeł, które nas motywują, inspirują i budzą pozytywne emocje.
Można, co prawda naszpikować się tym co złe i co wieczór oglądać wiadomości, w których dowiadujemy się o katastrofach, pobiciach, kradzieżach, malwersacjach, pomyłkach itp. Tylko po co?
Już wiem! Aby sobie w ten sposób wyprać mózg!
2 tygodnie temu byłem na szkoleniu „Everest Twoich marzeń” Aureliusza Górskiego.
Tam oprócz nabycia praktycznej i ciekawej wiedzy po raz pierwszy zobaczyłem film o pewnym człowieku.
Na mnie osobiście zrobił ogromne wrażenie.
Bohater tego filmu też ma wyprany mózg:
Coś musi być nie tak skoro taki człowiek cieszy się życiem, prawda?
A może po prostu Nick Vujicic cieszy się tym co ma, a z tego czego mu w życiu brakuje robi zalety.
Wykonuje czynności które wydawałby się niemożliwe, takie jak gra w golfa, czy pływanie, a jednak udowadnia, że jest to możliwe. Jest mu na pewno trudniej, ale co z tego? Po prostu robi, to co lubi. Wiesz dlaczego? Bo wie, że może. Coś jest nie tak, że być może to Ty nie potrafisz jeszcze cieszyć się życiem tak jak on…
Czy cokolwiek stoi na przeszkodzie, aby to zmienić?
Czy Twoje problemy są duże, czy tylko myślisz, że takie są?
Czy miałyby one takie same znaczenie gdybyś nie miał kończyn, tak jak Nick?
Czy łatwiej by Ci było sobie z nimi radzić, gdybyś był kaleką jak Nick?
Ostatnio podeszła do mnie młoda dziewczyna i spytała czy wspomogę ją, dając kilka złotych na pociąg i piwo, ponieważ jedzie na jakąś masową imprezę.
Dziewczyna była bardzo ładna, ale miała dziwnie wygolone włosy i (coś, co mnie osobiście się nie podoba) kolczyki w wardze. Odmówiłem mówiąc, że w taki sposób nie pomagam. Podobna sytuacja miała miejsce kilka dni temu, tylko, że zaczepił mnie menel w średnim wieku. Niezależnie od tego, kto mnie prosi o pieniądze nie daję, bo to nie jest forma pomocy, a forma promocji lenistwa i degrengolady. Jeżeli jestem proszony o pieniądze „na jedzenie” to zawsze proponuje po prostu jedzenie. Kiedyś podszedł do mnie były więzień i poprosił o pieniądze na jedzenie. Powiedziałem, że chętnie mu coś kupię. Efektem było to, że szczęśliwy zajadał kanapkę, popijając shakem mlecznym i opowiadając mi o tym dlaczego trafił na ulicę, jak sobie na niej radzi i co robi aby zmienić swoje życie. Trafiłem na faceta, który nie chciał na wódkę, a po prostu był głodny.
Gdyby nikt nie dawał osobom proszącym o pieniądze, to żadna z nich by nie żebrała. Byłoby więcej osób, które grają, lub śpiewają na ulicach, czyli oferują swoje umiejętności umilające spacer w mieście w zamian za wrzucenie kilku monet „co łaska”. Poza tym więcej osób zaczęłoby szukać pracy, lub pomysłu jak zarobić uczciwie jakiekolwiek pieniądze.
W Hiszpanii przykładowo mieszka mężczyzna, który stoi na ulicy z… rowerem na głowie.
Podobno zarabia pieniądze o jakich Polacy na etacie w ogóle nie marzą. Gdybym zobaczył go na żywo na pewno dałbym mu parę euro, ponieważ powiększyłby moją mapę rzeczywistości o nowe doświadczenie.
Podobnie było w ostatnią sobotę. Przechodziłem centrum Wisły obok posągu rybaka obrośniętego glonami. Powiedziałem do koleżanki obok: „Tego tutaj ostatnio nie było” i poszliśmy dalej. W drodze powrotnej posąg nagle ożył. Facet miał niesamowity strój i potrafił stać bez żadnego, choćby małego ruchu. Doceniłem jego inwencje twórcą i rzuciłem mu kilka złotych do czapki.
Natomiast z reguły nie daje na wszelkiego typu fundacje, ponieważ korzystają one z elastyczności polskiego prawa, dzięki któremu pomagający nie ma pewności gdzie wędrują jego pieniądze.
Fenomenem jest dla mnie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która z roku na rok bije rekordy zebranych na szczytne cele pieniędzy.
Zawsze daje na WOŚP, ale osobom, które znam i wiem, że doniosą pieniądze do celu.
Niestety większość „wolontariuszy” wyciąga ze skarbonek „prowizję” dla siebie, sięgającą często kilkuset złotych. Szkoda, bo więcej pieniędzy byłoby przeznaczonych dla potrzebujących. Moim zdaniem powinno się zrobić skarbonki, z których pieniądze dałoby się wyciągnąć tylko po ich całkowitym zniszczeniu.
Świat jednak nie jest taki zły i da się pomagać w pewny, sprawdzony sposób. W jaki?
Jest ich kilka, ja przykładowo ostatnio oddaje krew. Wczoraj po raz kolejny odwiedziłem autobus Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Pewne bliska mi osoba spytała się, dlaczego to zrobiłem. Moją odpowiedzią było pytanie, dlaczego ona tego nie zrobiła.
Oczywiście nie każdy może oddać krew, ale każda zdrowa pełnoletnia (jednocześnie nie mająca więcej niż 65 lat) osoba może spróbować – co najwyżej w badaniach wyjdzie, że nie jest ona zdolna do oddania, w danym momencie, lub na stałe. Oddając 450 ml (bo tyle oddaje każda osoba niezależnie od płci) możesz uratować komuś życie. Ba! Na pewno uratujesz!
Mój kolega urodził się przez cesarskie cięcie. Jego mama straciła strasznie dużo krwi i jej życie było poważnie zagrożone. Gdyby nie krew od dawców, na pewno by nie przeżyła. Życie jest bezcenne, a znaczna część społeczeństwa może pomóc je ocalić.
Przy okazji dowiesz się czy jesteś zdrowy i czy nie masz AIDS, żółtaczki lub innych wirusów. Jeżeli to ma kogoś zmotywować to dodam, że po pobraniu krwi otrzymujemy (o czym zawsze idąc oddać krew zapominam) 8 dobrych czekolad, batonika i markową kawę.
Podsumowując, oddając krew:
- ocalasz komuś życie
- sprawdzasz swoje zdrowie
- dostajesz słodycze, którymi możesz wywołać uśmiech u bliskich Ci osób :).
Są inne formy pomocy, ta jest w miarę uniwersalna i naprawdę konkretna.
Niezależnie od tego jak pomagasz, zastanów się czy Twoja forma pomocy jest najlepsza jaką możesz wybrać w danej sytuacji. Doceniaj ludzi, którzy mimo ciężkiej sytuacji starają się zarobić w jakikolwiek uczciwy sposób poza żebraniem i jak tylko możesz oddaj krew!
Nie bądź żyła - podziel się!

Akcji „Czyńmy dobro” ciąg dalszy.
Ostatnio pisałem o prozaicznym, pozornie błahym zwrocie: „Kocham Cię”.
Dziś, krótko opiszę coś, dzięki czemu również w łatwy sposób sprawisz, aby osoby w Twoich otoczeniu poczuły się lepiej, a przy okazji samemu wprawisz się w dobry humor.
Cóż to może być?
Kilka prostych słów, których z niewidomych przyczyn używa się stanowczo za mało.
Oto zwroty, które warto mówić głośno i wyraźnie i wręcz nadużywać ich podczas codziennego dnia:
„Dzień dobry”, lub (co daje z reguły ciekawszy efekt): „Dzień dobry pani/panu”
„Poproszę”,
„Dziękuję”, lub „Dziękuję pięknie”, „Dziękuje serdecznie”
„Miłego dnia życzę”.
Cóż jest w nich nadzwyczajnego? Czemu o nich piszę, skoro każdy wie, jak i kiedy ich używać? Dlatego, że praktycznie codziennie jesteśmy w jakimś sklepie, czy też lokalu.
Jak zazwyczaj rozmawiamy kupując powiedzmy paczkę chusteczek higienicznych w kiosku?
- „Dzień dobry, chusteczki higieniczne proszę”
- „1 zł”
- „Dziękuję, do widzenia”
- „Do widzenia”
Tak wygląda dialog w najlepszym przypadku, jaki można zaobserwować stojąc 15 minut pod kioskiem (co zresztą uczyniłem), a co by było gdyby wyglądał tak:
- „Dzień dobry pani”
- „Dzień dobry”
- „Poproszę chusteczki higieniczne”
- „Proszę, 1 zł”
- „Dziękuję pięknie, miłego dnia pani życzę”
- „Dziękuję, wzajemnie!”
- „Dziękuję również, dowidzenia”
To może wydawać się nieco dziwne, nienaturalne, ale wcale nie jest tak odbierane.
Inny przykład. Idziesz sobie spokojnie ulicą, a tu jakaś młoda dziewczyna macha Ci ulotką promującą jakąś świetną szkołę policealną. Nie wiem jak Ty na to reagujesz, ale większość osób nie bierze ulotki do ręki, a na dodatek często patrzy na „ulotkarkę” z pogardą.
Pytanie brzmi: Co Ci szkodzi zabrać ulotkę?
A nóż zainteresuje Cię oferta reklamowanej firmy?
Jeżeli nie, to pięć metrów dalej zapewne będzie jakiś kosz z którego zrobisz użytek.
Ilekroć jestem na ulicy i ktoś daje mi ulotkę, biorę ją (choćbym się miał zatrzymać i poczekać na swoją kolej
) i mówię: „Dziękuję serdecznie, miłego dnia pani/panu życzę”.
Reakcje są bardzo pozytywne, ponieważ takie zachowanie odbiega od schematu.
Osoba, do której podchodzi się z sercem i miłym słowem, czuje się doceniona (nawet jeżeli jest tylko zwykłą kioskarką) i sama (w większości przypadków) staje się milsza dla nas.
Nam również jest przyjemniej, ponieważ widzimy, że ktoś dzięki nam się uśmiecha, oraz obdarza nas ciepłym słowem.
Proste?
Ostatnio nadużywam słowa „motywacja” – „mam odpowiednią motywacje”, „motywuje mnie to”, „kwestia odpowiedniej motywacji” itp.
Niewątpliwie wiąże się to z tym, że spotkałem na swojej drodze kilku bardzo ciekawych ludzi, którzy mają jasne cele w życiu i zdecydowanie dążą do ich osiągnięcia i nie boją się o nich mówić. Idąc za ciosem, postanowiłem przeczytać kilka tematycznych książek (w tym również „Motywacja bez granic” Nikodema Marszałka - polecam).
Niezależnie od czynników, jakie mną motywowały (mówiłem, że nadużywam tego słowa), postanowiłem napisać ten tekst, oraz założyć oficjalnego bloga firmowanego moim imieniem i nazwiskiem.
Znam pewnego człowieka, który stale nie ma energii do życia. Obojętnie, co by się nie działo, mu zawsze coś nie pasuje. Objawia się to narzekaniem, „czepiania” się innych, bądź po prostu wspomnianym brakiem energii życiowej. Każda nasza wspólna rozmowa odnośnie takiego nastawienia, a właściwie wstęp do niej nie dawała żadnego, efektu. Ostatnio porozmawiałem z nim o tym, w pewnym konkretnym kontekście (biznesowym) i już widzę pewne zmiany – liczę, że coś drgnie w dobrym kierunku. Właśnie! Co zrobić, aby „coś drgnęło”? O tym napiszę za chwilę. Mam wrażenie, że osoby, zachowujące się podobnie jak ta opisana wyżej wstają rano i powtarzają sobie w głowie motto:
„Znowu kolejny dzień szarej egzystencji, żartobliwie zwanej życiem”
Podejrzewam, że również okulary przeciwsłoneczne zakładają wtedy, kiedy ich życie razi ![]()
Takie malkontenctwo nie pomaga w rozwoju.
W związku z powyższym zastanowiły mnie dwie rzeczy:
1. Skąd się bierze motywacja do życia i osiągania sukcesów w nim?
2. Skąd się bierze brak motywacji do życia i osiągania sukcesów w nim?
Wiadomo, że warunki, w jakich każdy z nas się wychował, otoczenie oraz pierwsze osiąganie, lub nie osiąganie ustalonych celów mają niewątpliwie wpływ na dalszą egzystencje.
Czy aby tylko i wyłącznie to warunkuje osiąganie celów, sukcesu, lub szczęścia
(w zależności, czym szczęście jest dla konkretnej osoby)?
Poznałem kilka osób, które nagle uwierzyły, że mogą coś zmienić i z dnia na dzień zaczęły inaczej postrzegać świat i czerpać więcej radości z życia.
Jak to kiedyś powiedział pewien trener NLP trzeba „zrobić sobie odpowiedni umysł”, aby móc osiągnąć sukces.
Parę miesięcy temu zacząłem „robić sobie umysł”.
Przyznam szczerze, że w związku z tym, iż zawsze byłem optymistą przyszło mi to z łatwością, szczególnie, że wiele przekonań i zasad, o których się dowiedziałem miałem już (nieświadomie) w głowie.
Swoją drogą pesymizm, optymizm i realizm, to też ciekawe tematy, gdyż wiele osób nazywa się realistami, a tak naprawdę patrzą pesymistycznie na świat, myśląc, że świat jest zły, niedobry i życie jest do niczego. Z drugiej strony optymiści, często są zarazem realistami, ponieważ ich optymizm pomaga w tym, aby teoria, stała się praktyką i życie było takie jak oni chcą je widzieć.
Jednak odbiegłem nieco od tematu, a chciałem napisać, że od momentu, w którym postanowiłem coś zmienić w swoim życiu, cały czas nie opuszcza mnie wiara w siebie, oraz pozytywne nastawienie, niezależnie od tego, co dzieje się wokół.
Rzadko się denerwuje, chociaż oczywiście zdarza mi się, ale to dobrze – aby życie nie było nudne potrzebne są różnorodne emocje. Wszystko, do czego się zabieram wychodzi tak jak powinno, a jeżeli nie to później okazuje się, że i taka wersja zdarzeń jest jak najbardziej godna mojej akceptacji..
Ponad to spotyka mnie więcej niespodzianek i miłych sytuacji.
Jak to się stało? Trzymam się kilku zasad, o których istnieniu właściwie nie myślałem, ale postanowiłem je określić i wypisać, ale to na blogu dopiero wkrótce.
Efektem tego wszystkiego, jest to, że boję się czytać książek motywacyjno-rozwojowych, oraz chodzić na kursy tego typu, bo mam wrażenie, że wybuchnę z nadmiaru motywacji i pewności siebie ![]()
Bohater filmu „Terminal” Stevena Spielberga, również był przesycony optymizmem.
Codziennie nie dostawał akceptacji na wizę, codziennie żył jak włóczęga, codziennie borykał się z różnymi problemami. Jednak każdy, kto oglądał film widział w nim wesołego, pełnego nadziei człowieka.
Dlaczego? Dlatego, bo taką rolę nakreślił Tomowi Hanksowi Steaven Spielberg?
Prawdopodobnie też, ale bohater filmu, miał również niebywałą motywację, do tego, aby osiągnąć swój cel – dostać się na teren Stanów Zjednoczonych, aby spełnić obietnicę dla ojca.
Cel jest niezwykle ważny. Bez świadomości, co i w jakim czasie chcesz osiągnąć, nie osiągniesz nic. Warto mieć przysłowiowego króliczka, za którym się goni, bo bez niego nie masz żadnej motywacji, aby biec. Jeżeli nie biegniesz to stoisz w miejscu. Jeżeli stoisz w miejscu to cofasz się, ponieważ reszta świata idzie w przód. Jeśli grałeś kiedyś w jakąkolwiek odmianę gry Mario Bros, to wiesz o czym mówię :-).
Jeżeli masz obrane cele, które tkwią cały czas w głowie niczym miecz króla Artura w skale, to podświadomość automatycznie dostosowuje Twoje zachowanie do osiągnięcia celu.
Cel musi być jasny, nie możesz obrać przykładowo takich celów:
„Chcę znaleźć dobrą pracę”
„Chcę być szczęśliwy”
„Chcę mieć dużo pieniędzy”
Te cele są zbyt ogólne, lepsze będą:
„Chcę skończyć mój kierunek studiów, aby pracować jako…”,
„Chcę znaleźć mądrą dziewczynę”,
„Chcę, dzięki mojej firmie w ciągu roku zarobić 100 000 zł”
(ten przykład nie jest do końca dobry, bo pieniądze w zasadzie są składową do osiągania niektórych celów, a nie celem samym w sobie, ale w tym kontekście mogą być)
Jeżeli postawisz sobie jasny cel, to możesz w sposób świadomy oraz nieświadomy robić małe i większe kroki do jego osiągnięcia. Jesteś bardziej zmotywowany, do podejmowania kolejnych decyzji, kolejnych wyzwań.
Polecam ustalić i wypisać listę celów (ja to zrobiłem w pierwszej połowie tamtego roku, oraz na jednym ze szkoleń kilka miesięcy temu), oraz czas w którym chcesz je zrealizować. Śmiało możesz wypisywać nawet najśmielsze, lub na chwilę obecną w Twoim mniemaniu, nierealne cele. Następnie warto pomyśleć, co przeszkadza Tobie w ich realizowaniu i jak można te przeszkody zlikwidować, lub ominąć.
Już wyrosłem z tego, że cel i marzenie to co innego. Owszem, jeżeli chcesz chodzić po wodzie, albo przebiegać 100 metrów w 2 sekundy, to bez wyrzutów sumienia możesz odłożyć takie marzenia w strefę fantazji. Pamiętaj jednak, że prawie każda rzecz, którą zrobił inny człowiek, jest dla Ciebie też osiągalna. Uwierz, w to, bo tak jest. Jeżeli to Cię nie przekonuje, to pomyśl, co masz do stracenia. Podpowiem Ci – nic.
Możesz wszystko, kwestia odpowiedniego celu, motywacji i wytrwałości. Przyszłość, to tak naprawdę teraźniejszość, którą Ty zarządzasz, aby wyglądała tak jak Ty chcesz, albo, jeżeli nie masz odpowiedniego nastawienia, tak jak inni tego chcą. Oczywiście nie wszystko w życiu uda się bez przejść i problemów i że każdy napotkany człowiek pomoże Ci w osiąganiu celów. Nie będzie tak. Wiele razy będziesz wątpił, wiele nawet bardzo bliskich osób powie Ci, że Twoje plany są nic nie warte. Wiele czynników będzie sprawdzało to, czy naprawdę masz motywacje, aby nieprzerwanie dążyć do celu. Jeżeli dalej będziesz szedł przed siebie, nie przejmując się drobnymi porażkami, to po prostu wygrasz swoje marzenia.
Nie bój się ustalać naprawdę ambitnych celów, ale ciesz się z osiągania małych.
Udało Ci się zrobić smaczną jajecznicę? Doceń sam siebie!
Zrobiłeś rano 10 pompek? Doceń sam siebie!
Co więcej nie trzeba cieszyć się z tego co Ty zrobiłeś. Staraj się doceniać jak najwięcej sytuacji, które nie dotyczą bezpośrednie Ciebie.
Widziałeś auto „kameleon”? Ciesz się, bo czemu nie?
Znajomy powiedział Ci „Cześć” na ulicy? Ciesz się, bo czemu nie?
Ostatnio mój przyjaciel, któremu od pewnego czasu też nie brakuje motywacji w życiu, spotykał się ze mną i z radością wymalowaną na twarzy oznajmił mi, że ma dobry humor. Cieszyłem się razem z nim (bo czemu nie?) i słuchałem powodu tego stanu rzeczy. Wiesz, co usłyszałem?
To że wygrał 10 000 w konkursie sms-owym! Oczywiście, że nie :-).
Otóż usłyszałem, że powodem jego dobrego humoru było to, co dostrzegł w czasie jazdy tramwajem. Podczas powrotu do domu, przed oczami przewijały mu się kolejne szare domy za oknem. Nagle pośród wielu szarych, pojawił się jeden… pomarańczowy. Wyrazisty kolor rzucający się w oczy. Mój przyjaciel od razu pomyślał, że człowiek, który tak pomalował sobie dom musiał być kreatywny i nietypowy. Na myśl o tym, zrobiło mu się od razu milej.
Czy Ty też cieszysz się z tego, że widzisz pomarańczowy dom?
Czy jest to coś absolutnie niezwykłego? Nie? Może tak? Obojętnie jak na to pytanie odpowiesz, to dlaczego by tego nie docenić?
Dla mnie niezwykłe w tej sytuacji nie było, to, że pozytywnym bodźcem, był owy pomarańczowy dom, ale to, że mój przyjaciel nie bał się do tego przyznać i otwarcie powiedział, co, mimo, że pozornie głupiego, ucieszyło go.
Doceniłem to i od razu zapisałem na telefonie „pomarańczowy dom”, aby nie zapomnieć wspomnieć o tym na blogu.
Jeżeli chcesz cieszyć się z większej części naszego życia i dostrzegać więcej pozytywnie na Ciebie wpływających bodźców, to wystarczy nieco szerzej otworzyć oczy i zmienić swoje nastawienie. W ten sposób świat zacznie się stawać, taki jaki Ty chcesz, aby był.
Timothy Ferriss, autor książki „4-godzinny tydzień pracy”, powiedział kiedyś:
„Rzeczywistość jest negocjowlana”
To oznacza, że jeżeli Ty czegoś naprawdę chcesz i nie siedzisz z założonymi rękami, aby to osiągnąć i masz odpowiednią motywacje, to cały świat pomoże Ci w osiągnięciu celu i się do dostosuje do Twojej wizji świata.
W tym tygodniu bliska mi osoba napisała kilka bardzo mądrych zdań w jednym smsie.
Jestem przekonany, że są one idealne na podsumowanie tego tekstu. Takiego sms-a przeczytałem w ostatni środowy wieczór:
„Najważniejsze, abyś robił to, co czujesz za zgodne z własnymi przekonaniami, wtedy na pewno osiągniesz sukces (…). Czynienie czegoś wbrew sobie nas niszczy, dlatego tak wielu z nas spędza część swojego życia na narzekaniu i leczeniu się z depresji. Dlatego pamiętaj, że zawsze będę stała za Tobą murem, póki będę wiedziała, że Twoje decyzje wypływają z głębi Twego serducha i umysłu”. Potem napisała zdanie, które bardzo mi się spodobało:
„Każdy ma swoją drogę, nie każdy ma odwagę, aby nią podążać w biały dzień”
Szczęścia, które płynie z realizacji życiowych celów, nie można odkładać na później, ani iść na kompromisy. Życzę Ci, abyś zobaczył coś, czego nie widzi większość innych.
Nie bój się marzyć nie bój się realizować marzeń, nie bój się iść na całość w życiu.
Zastanawiałem się kiedyś, skąd bierze się ogólnie pojęte zło, negatywne emocje, złośliwości, oraz niepotrzebne nieporozumienia, lub po prostu postrzeganie „szarości życia” przez wiele osób.
Doszedłem do wnioski, że wszystko to bierze się od… innych ludzi.
Ile razy miałeś taką sytuacje, że ekspedientka w sklepie była niemiła, albo w pracy/szkole ktoś potraktował Cię bez szacunku?
Dlaczego tak było? Przez efekt domina – ktoś tym ludziom przekazał negatywne emocje, czy to tego samego dnia, czy też przez całe życie, które oni przekazują w obieg dalej. Całość tworzy swoiste perpetuum mobile – negatywne emocje skaczą z człowieka na człowieka, krążąc nieprzerwanie po całej Ziemi.
Jeżeli ja z pewnego powodu mam zły humor, to mogę tylko, dlatego, że mój brat zapomniał o co go prosiłem, zrobić mu awanturę, zamiast spokojnie z nim porozmawiać. Wtedy istnieje spora szansa, że on nie poradzi sobie do końca z takim traktowaniem. Zaraz po wyjściu z domu, zapewne spotka kolegę, któremu „zaszczepi” zły humor, a ten przekaże to kolejnej osobie, pod byle jakim pretekstem, lub nawet bez niego i sytuacja będzie się analogicznie rozwijać i powtarzać. Oczywiście niektórzy wychowują się w środowisku, które stale źle na nich wpływa – takie osoby, z „natury” źle oddziaływają na innych, ponieważ tak są po prostu nauczeni.
W takim razie jesteśmy skazani na zalanie całego świata ogólną żałobą, złością i powszechnym użalaniem się nad wszystkim.
Nie! Nie jest tak źle – podobnie, choć nieco trudniej, można przekazywać dobre emocje.
Mimo, że łatwiej kogoś wyprowadzić z równowagi, niż dać powód do szczerego uśmiechu, to i tak gra jest warta świeczki.
Ostatnio bardzo często stosuję pewną strategię.
Jest ona niezwykle prosta - wstaje rano i do każdego odnoszę się życzliwie, zaczynając od rodziny, przez sąsiadów i panią kioskarkę, a na znajomych i przyjaciołach kończąc.
Jednocześnie całkowicie nie dopuszczam do siebie tych, którzy robią coś odwrotnego, opisanego wcześniej.
Robię to, ponieważ mam swoją teorię, którą nazwałem roboczo: „Teoria odbicia dobra”.
Polega ona na tym, że zakładam, że każda osoba, która chociaż zauważy mój uśmiech, bądź usłyszy dwa miłe słowa, będzie lepiej nastawiona w danej chwili do innych i nieświadomie przekaże pozytywną energię dalej i dalej i dalej. Efekt tego działania jest albo neutralny, albo pozytywny, nigdy nie negatywny. Brzmi to trochę dziwnie, trochę naiwnie, dla niektórych być może to truizm i “oczywista oczywistość”, to dlaczego nie stosuje tego w praktyce? To naprawdę działa.
Zresztą podobne założenie przyjął bohater filmu: „Podaj dalej”, który postanowił zrobić 3 dobre uczynki, dla 3 różnych osób. Następnie każda z nich dowiadywała się o jego planie i również miała pomóc 3 osobom i przedstawić im ideę. Oczywiście każda z kolejnych osób miała takie samo zadanie. Film był bardzo pouczający i ciekawie nakreślił ten plan. W moich oczach miał on jedną wadę – ludzie boją się robić takich rzeczy, gdyż odbiegają one od standardów i mogę być odbierane jako dziwactwa. Poza tym wiele osób, które nawet byłby skłonne szerzyć tę ideę, po prostu zaniedbywałyby ją i z czasem całkowicie zapominały.
Dlatego postanowiłem po prostu oddziaływać na ludzi, aby Ci lepiej się czuli i w efekcie sami, nawet nieświadomie sprawiali, że inni przebywający w wokół nich również będą czuli się bardziej komfortowo, bardziej naturalnie. Taki schemat działania nie daje tak wymiernych efektów jak „Podaj dalej”, ale niewątpliwie ma rację bytu. Jak mawia mój znajomy:
„To jest proste jak słońce i jasne jak drut”
Teraz ktoś powinien powiedzieć:
„Dobra, dobra, ale życie nie jest takie piękne! Jest bardziej jak papier toaletowy – długie, szare i do… „
Otóż, może i takie jest, ale tylko wtedy, gdy wierzy się, że takie jest.
Brzmi dziwnie?
Rzeczywistość jest taka jak chcemy ją postrzegać (o tym napiszę za kilka dni), jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało.
Jeżeli mamy motywację do działania (o której również napiszę w kolejnej notce) i do tego, aby wyciskać z życia, niczym sokowirówka z pomarańczy, wszystko co wartościowe, to żyje się o wiele prościej, łatwiej i przyjemniej. Kwestia tylko i wyłącznie zmiany mentalności, ale to osobny temat, o którym napiszę przy okazji tematu motywacji.
Kilka dni temu spotkałem się z moim kolegą. Byłem naładowany pozytywną energią i mówiąc do niego szeroko się uśmiechałem. Efektem tego było, to, że usłyszałem:
„Dziś znowu masz dobry dzień?”
Pytanie wynikało z tego, że dzień wcześniej również tryskałem energią i dobrym humorem.
Oczywiście potwierdziłem to i wiecie co? Widziałem, że paru osobom z mojego otoczenia, tego dnia też udzielił się dobry nastrój przez kolejne parę godzin.
Każdy z nas może szczęśliwiej żyć, to nie jest przydzielone tylko dla wybranych. Nie osiąga się swoich celów, niechcący, przez przypadek. Jeżeli przypatrzymy się tak zwanym ludziom sukcesu (nie mówię tutaj o pieniądzach), to może poza naprawdę nielicznymi wyjątkami zobaczymy, że oni zawsze byli optymistami, którzy pomagali innym i z uśmiechem wyciągali do nich pomocną dłoń. To nie są ludzie gburowaci, oni po prostu cieszą się życiem i zarażają tym innych, sami na tym dobrze wychodząc.
Zatem… „Czyńmy dobro, czyńmy, czyńmy dobro”
W pierwszym wpisie, postanowiłem przybliżyć historię, która wydarzyła się jakiś czas temu.
W tamtym roku rozmawiałem ze swoją znajomą. Jak przez ostatnie tygodnie, tak i wtedy miała nie za dobry humor. Właściwie to była bliska płaczu.
Wiedziałem, co było przyczyną jej stanu, więc nawet nie pytałem.
Generalnie trafiła na nieodpowiedniego dla niej partnera, który kilka dni wcześniej zerwał z nią. Takie sytuacje zdarzają się prawie każdej kobiecie i to często nie raz, więc nie ma powodów do rozpaczy, ale, w praktyce okazuje się, co innego.
W tym przypadku, znajoma nie za bardzo umiała pogodzić się ze stanem rzeczy, a co gorsza była wciąż śmiertelnie zakochana.
Tamten związek pod koniec istnienia nie wyglądał za ciekawie. Jej ówczesny partner potrafił przez sześć dni w tygodni jechać po niej jak Kanadyjczyk na autostradzie po oposach, a w siódmy dzień mówić, że ją bardzo kocha.
Na nic zdawało się tłumaczenie mojej rozmówczyni, że ma się „odciąć” od niego, polecieć na kontynent za oceanem (miała takie plany, które zresztą potem zrealizowała) i zacząć żyć od nowa.
Co chwilę słyszałem, że ON powiedział to, że ON powiedział tamto i że skoro ON tak twierdzi to coś musi w tym być i co za tym idzie – ona musi popełniać jakieś błędy.
Z pewnych przyczyn, w oczach kobiety, mężczyzna, który jest przy jej boku, nadaje jej wartość. Kiedy owy mężczyzna znika – kobieta czuje się bezwartościowa. Oczywiście, nie zawsze tak jest, ale taką zaobserwowałem regułę. W takiej sytuacji na nic zdaje się tłumaczenie. Wypada bardziej słuchać, dając tym samym wsparcie. Jednak po 10 minutach konwersacji o tym samym, stwierdziłem, że nie mogę dalej tak prowadzić tej rozmowy.
Obrałem, więc założenie, że mój interlokutor, to po prostu małe dziecko, któremu trzeba coś w łagodny i mało skomplikowany sposób wytłumaczyć.
Wyjąłem z portfela nowy, świeży banknot 20 złotowy, który wypłaciłem z bankomatu godzinę wcześniej.
Zacząłem machać dziewczynie przed oczami portretem Bolesława I Chrobrego i spytałem, czy chciałaby dostać taki świeży banknot, bez żadnego podstępu, całkowicie za darmo.
Nieco zdziwiona, odparła nieśmiało, że tak.
Zgniotłem banknot w kulkę i ugniatając go w ręce spytałem, czy nadal jest nim zainteresowana.
Zaciekawiona powiedziała: “Jasne, że tak!”
Rzuciłem banknot na ziemię i zacząłem deptać i niemalże wgniatać go w ziemię. Po tej czynności podniosłem moje 20 zł i po raz trzeci zapytałem, czy nadal by je ode mnie zabrała.
Odrzekła: “Tak, bo 20 zł, to 20 zł.”
Na to czekałem. Wytłumaczyłem jej, że niezależnie od tego, co zrobiłem z banknotem, dalej był on warty 20 zł i każdy wciąż by go chciał.
To samo jest z nią - niezależnie od tego, co się o niej protekcjonalnie powie, co się z nią zrobi, czy jakkolwiek ją zrani, dalej jest tą samą osobą i mimo, że po przejściach - dalej jest tyle samo warta.
Wiadomo, że czasem każdy czuje się mniej wartościowy, niedoceniony, upodlony, ale pozory mylą i tego, jaki człowiek jest nie warunkują słowa oraz czyny osób postronnych, nawet, jeżeli są to osoby nam bliskie. Wielu z nas bez względu na to, czy przeżywają podobne problemy natury osobistej, czy też nie i tak nie znają swojej wartości. Patrzą w lustro i widzę coś na kształt człowieka. Coś niesamowicie przeciętnego, słabego, niewyróżniającego się.
Skąd się bierze takie myślenie? Przecież każdy w lustrze powinien widzieć konkretny, transparentny obraz życiowego zawodnika, symbol seksu, radość – coś, co ta patrząca osoba chce zobaczyć! Dlaczego nie każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jest wyjątkowy, ma swoje mocne strony, swoje zainteresowania oraz cele w życiu, które bez problemu może zrealizować? Wielu pewnie ma podobne problemy i wątpi w samego siebie. Niedługo napiszę nieco o tym jak to zmienić – tak można to zmienić!
Zatem znajomy swoją wartość, tak jak znamy wartość banknotu 20 złotowego.
Copyright © 2010 Kacper Bisanz Layout modyfication by Kacper Bisanz