0

Skomentuj!

Drogowskaz

Napisane przez Kacper Bisanz, 7 września, 2010 w kategorii Inspirujący Ludzie, Motywacja, Opowieści

Zawsze pisze własne teksty, ale tym razem zrobię wyjątek.
Dostałem przed chwilą maila, z ciekawą historią, którą warto przeczytać.
Nie wiem ile prawdy, jest w historii Michała, ale znam podobnych ludzi, którzy mają takie same przekonania na temat życia. W związku z tym ich styl życia jest podobny.
Pewnie jeszcze nie raz napiszę o ciekawych osobach, a tymczasem przeczytaj, to co ja przed chwilą czytałem na mailu

Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada. Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia. Zapytany jak się czuje odpowiedziałby: “Gdyby było lepiej, już bym chyba nie wytrzymał!”. Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień, Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji. Widząc to, bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go:

-Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?
Michał odpowiedział:

-Każdego ranka, gdy się budzę mówię sobie -”Michał, masz dzisiaj dwie możliwości - możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor”.
I wtedy wybieram dobry humor.
Za każdym razem, gdy wydarza się coś niedobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji.
Za każdym razem, gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia.
I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony.”

-Zaraz, to nie jest takie proste! - zaprotestowałem.
-Ależ tak, to właśnie takie jest.” - odpowiedział Michał. -Życie polega na wyborach.
Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację.
Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie.
To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie.

Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji. Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku.
Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział:

-Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał! Chcesz zobaczyć moje blizny?”
Nie chciałem, ale zapytałem o czym myślał w chwili wypadku
-Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić. - odpowiedział Michał . -Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie.
-Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności?” -spytałem.
Michał kontynuował:
-Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem.
W ich oczach wyczytałem - “ten face już nie żyje”.
Wiedziałem, że muszę coś zrobić.”
-I co zrobiłeś?” - spytałem.
-Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie. - opowiadał dalej Michał . Spytała, czy jestem na coś uczulony.
“Tak” - odpowiedziałem. Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem “Grawitację”.
Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem

- “Wybieram życie. Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego.”
Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie. Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem.
To nasz wybór. Postawa jest wszystkim.

Masz teraz dwie możliwości:
1. Zapomnieć o tej historii.
2. Opowiedzieć ją ludziom, na których ci zależy.

Ja wybieram drugą.

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , , ,

 
0

Skomentuj!

Szokujące? Inspirujące…

Napisane przez Kacper Bisanz, 4 września, 2010 w kategorii Inspirujący Ludzie, Motywacja, Opowieści

Nie dalej jak wczoraj wieczorem, zszokowała mnie mail. Mail z portalu Facebook.com.
Dostałem wiadomość o tytule:
„Użytkownik xxx xxx przyjął Cię do grona znajomych na Facebooku…”.
Jeżeli korzystasz z tego portalu, to wiesz, że taka wiadomość to nic szczególnego – ot znajomy, którego zaprosiłeś zaakceptował Twoje zaproszenie i cały świat wie, że się znacie.

Wiadomość ta mnie zdziwiła, dlatego, że użytkownik który zaakceptował moje zaproszenie był mi od ponad roku dłużny pewną kwotę pieniędzy, którą pożyczył „na tydzień”. Następnie usłyszałem parę razy, że „jutro będzie u mnie przelew”. Od pół roku kolega unikał mnie jak ognia, a 1,5 miesiąca temu, ukradł auto chłopakowi od własnej siostry i ślad po nim zaginął.

Tak, dobrze przeczytałeś – ukradł dobry samochód od faceta swojej rodzonej siostry.

Zapewne już rozumiesz jak bardzo mogłem być zdziwiony, kiedy poszukiwany przez policje w całym województwie (lada moment zostałby wydany list gończy), znienawidzony przez całą rodzinę i wzbudzający we mnie nienajlepsze emocje człowiek, nagle pojawił się w sieci i jeszcze niejako poinformował mnie o tym mailowo.

Wszedłem na facebooka i przeczytałem na jego tablicy (profilu), że wrócił i zaczyna żyć od nowa. Zobaczyłem, że jest dostępny online, więc napisałem do niego wiadomość.
Zaczęliśmy rozmowę. Postanowiłem , że skoro nie raz mnie oszukał (dawałem mu naprawdę wiele szans), jest mi winien pieniądze i ogólnie nie mam najlepszego mniemania o nim, to… zaproszę go na piwo.

Tak, postanowiłem, że groźby, prośby i wyzwiska zostawię innym, a sam zrobię coś czego się po sobie nie spodziewałem. W przeciągu 10 minut umówiliśmy się na piwo i porozmawialiśmy o tym, co się działo u niego przez te półtora miesiąca, dlaczego wrócił i jakie ma plany na przyszłość.

Okazało się, że wrócił do domu, bo już nie chciał żyć w ukryciu wśród znajomych złodziei, paserów i wszelakich „handlarzy”. Sam poszedł na policję, aby ułatwić funkcjonariuszom poszukiwania, dostał już wyrok, na szczęście w zawieszeniu i od przyszłego tygodnia zaczyna uczciwie pracować.

Pomyślałem, że facet ma naprawdę sporo odwagi.
Wrócił do domu, gdzie powinien być skreślony na całej linii.
Poszedł na policje, wiedząc jakie mogą być tego konsekwencje (do 10 lat więzienia).
Umówił się ze mną, nie wiedząc, czy uderzę go w nos, czy faktycznie postawię piwo i porozmawiamy.

Ma jaja. Naprawdę ma jaja.

Jego sytuacja wydawała się beznadziejna… a nawet beznadziejno, beznadziejna. A on stawił jej czoła i zaczyna żyć od nowa. Czeka go jeszcze trochę nieprzyjemności, ale ogólnie jego pozycja jest prawie tak dobra jak każdego innego człowieka. Jest to dla mnie naprawdę inspirujący przykład.

Biblijna historia o synie marnotrawnym, przeistoczyła się w historie o synie marnotrawnym XXI wieku, który po czasie zabawy i grzesznego życia, wraca do domu, spodziewając się najgorszego, a otrzymując… drugą szanse, na nowe lepsze życie.
Wierzę, że ją wykorzysta, bo to mądry facet, którego życiowy wektor miał dobry kierunek, jednak pomylił mu się zwrot.

Całe szczęście prawdopodobnie Ty masz dużo lepszą sytuacje, więc jeszcze prościej Ci ją wykorzystać, aby żyć godnie, na poziomie i robić dużo dobrego dla świata.

Tags: , , , , , , , , , ,

 
0

Skomentuj!

Odwaga? Szaleństwo?

Napisane przez Kacper Bisanz, 13 lipca, 2010 w kategorii Motywacja, Opowieści, Przemyślenia

Tydzień temu w ciągu jednego dnia, odczułem dwa bodźce, które skłoniły mnie do refleksji.
Rano, wraz z moją piękną, rudą kobietą oglądałem film: „Patch Adams”.
O filmie po raz pierwszy usłyszałem kilka dni wcześniej od przyjaciółki, mimo, że powstał on w 1998 roku. Film jest oparty na faktach i opowiada o mężczyźnie, który chciał popełnić samobójstwo i od tego momentu jego życie ulegało coraz to większej zmianie. Mimo swojego wieku (główną rolę gra Robin Williams, który wtedy był po 40), postanawia iść na medycynę i zostać lekarzem.
Facet ma niesłychanie ciekawe i optymistyczne podejście do studiowania, pacjentów, jak i samego w sobie życia. W filmie pokazane jest to, jak w zupełnie szalony i nietypowy sposób Patch ulepsza świat wokół sobie. Mimo, że nie podoba się to wielu osobom, a czasem nawet graniczy z dobrym smakiem, lub prawem, Patch radośnie idzie przez życie osiągając swoje cele. Film zrobił na mnie duże wrażenie i umocnił mnie w przekonaniu, że z dobrymi wartościami pod pachą, warto iść swoją drogą, która niekoniecznie jest już wydeptana.
Ta i inne podobne myśli towarzyszyły mi przez cały dzień.

Wieczorem spotkałem się z kolegą, który oświadczył mi, że rzucił pracę, w której szef go bardzo stresował. Mimo dobrej pensji i oferty podwyżki kolega zdecydował się na rzucenie pracy.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby był poszukiwanym specjalistą w jakiejś dziedzinie, lub miał już „zaklepaną” drugą pracę. Nic z tych rzeczy jednak nie miało miejsca.
Kolega rzucił pracę z dnia na dzień. Postanowił robić biznes i właśnie zaczyna go rozkręcać.
Ma swoje zobowiązania, na które potrzebuje pieniędzy, ale wie, że uda mu się zarobić pieniądze w inny niż do tej pory sposób.
Można to nazwać odwagą, można też szaleństwem. Dla mnie jest to oznaka ambicji. O byciu ambitnym napomknąłem w poprzedniej notce i tą można traktować jako jej kontynuacje.
Na pewno za kilka miesięcy napiszę na blogu o sukcesach mojego kolegi, bo wiem, że mu się uda.
Bądź, co bądź obie te historie inspirują. Obaj mężczyźni chcą być szczęśliwi, a niekoniecznie „bezpieczni” w tym miejscu w życiu, w którym chcą. Oczywiście nie każdy może rzucić pracę z dnia na dzień. Do tego potrzebna jest wiedza, absolutna pewność siebie i konkretne ustalenie swoich celów, oraz priorytetów. Nie mniej jednak wiedzę można zdobyć, pewność siebie wyrobić, a cel i priorytety ustalić, ale… kto by tam miał czas na wyrywanie się z rutyny?:)

Jak powiedział Tukidydes:

“Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności jest odwaga”

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , ,

 
0

Skomentuj!

Czy jesteś ambitny?

Napisane przez Kacper Bisanz, 25 czerwca, 2010 w kategorii Biznes, Motywacja, Opowieści, Przemyślenia

Mały Robert, jak, co niedzielę i w tę obserwował mamę, przygotowującą obiad dla całej rodziny.
Mama zaczęła przygotowywać mięso. Syn jak zwykle obserwował ją uważnie, aż w końcu w jego głowie narodziło się z pozoru głupie pytanie:
„Mamoooo, dlaczego zawsze obcinasz mięso z dwóch stron zanim wsadzisz je do brytfanki?”
Mama uśmiechnęła się i spojrzała na Roberta i czule powiedziała:
„Dlatego, bo tak zawsze robiła moja mama, skarbie”
Robercikowi nie wystarczyła ta odpowiedź, więc podczas najbliższej wizyty u swojej babci, zapytał ją: „Babciu, dlaczego tak jak mama, Ty też zawsze obcinałaś mięsko z dwóch stron, zanim wsadziłaś je do brytwanki?” Usłyszał w odpowiedzi: „Bo moja brytfanka była za mała”

Niejednokrotnie mechanizm przedstawiony w tej historii jest powielany podczas tworzenia różnych nawyków, czy tradycji. Warto zastanowić się, czy wszystko, co robisz, to przemyślane działanie, czy też powielanie niekoniecznie poprawnych schematów stworzonych przez innych ludzi.

Czasem warto się wychylać. Wychodzenie poza granicę komfortu, to rozwój.
Pozostawanie w swoim ciasnym boksie, to brak ambicji.
Strach, jest normalną ludzką emocją, jednak permanentny strach, z którym nic nie usiłuje się robić, to brak ambicji. Weźmy przykładowo osobę, która boi się wystąpień publicznych, a często na większym, bądź mniejszym forum musi coś powiedzieć. Strach przed wystąpieniami publicznymi nie jest naturalny, ale jest bardzo powszechny, gdyż zaraża nim szkoła, ale to temat na inny wywód.
Zatem żaden wstyd, mieć taki „problem”.

Natomiast, jeżeli dana osoba, mimo, że jej ten problem przeszkadza, nic z tym nie robi, to świadczy o tym, że jest mało ambitna.
Często też pewne błędy i schematy są powielane, przez brak spojrzenia z innej perspektywy.
Tymczasem inne spojrzenie zawsze owocuje pouczającym doświadczeniem, bądź… sukcesem.

indywidualizm

W ten sposób stworzono przecież prawie cały nowoczesny świat: samolot (latać? Toż to szaleństwo!), telefon komórkowy (którego pomysł powstania wyśmiewało wiele „mądrych głów”), czy chociażby bielizna termoaktywna

Wszystkie mniej, lub bardziej znaczące wynalazki powstały na skutek odmiennego niż wcześniej spojrzenia na świat. Już widzę jak powstała wyszukiwarka google…
Przychodzi Larry Page (jeden z dwóch twórców google) i mówi:
„Mamo, mamo! Zaindeksuje cały Internet!”, a mama na to:
„Inte… co?! Aaaa ten nowy głupi twór XX wieku? Idź do książek, bo sesja się zbliża, a nie zajmuj się głupotami!”

A jednak google powstało, mimo, że przejaskrawiony dialog powyżej wcale nie jest tak nierealny, jakby się to mogło wydawać.

Kiedy zaczniesz patrzeć trochę dalej niż sięga horyzont, ludzie wokół Ciebie, a w szczególności Ci najbliżsi, będą Cię zniechęcać i krytykować, bo przecież: „Nie będziesz kolejnym Billem Gatesem”. Fakt, nie będziesz. Chociaż notabene. on zaczynał w garażu, więc nie miał jakiś specjalnych warunków do pracy. Pewnie masz podobne, lub lepsze warunki. Możesz być Gatesem w swojej dziedzinie (miłość, sztuka, biznes, nauka), możesz osiągnąć zupełnie inny sukces, mniejszy, a może nawet większy, tylko musisz zacząć realizować swoje plany.

Czy wiesz ile przeciętnie podejmuje się prób osiągnięcia swojego celu?
Statystycznie wartość ta jest mniejsza niż 1, gdyż większość osób rezygnuje, przed podjęciem jakiejkolwiek próby. Tak robi większość – sam zdecyduj, czy do niej należysz.
Oczywiście zawsze można znaleźć wymówki, jednak czy stać Cię na wymówki?
One sporo kosztują… naprawdę. Mnie nie stać, aby zaniechać realizowania swoich często niekonwencjonalnych planów.
A czy Twoje ambicje pozwalają Ci, aby było Cię stać na sukces, czy na wymówki?

indywidualizm

Tags: , , , , , , , , ,

 
0

Skomentuj!

A którego Ty?

Napisane przez Kacper Bisanz, 27 kwietnia, 2010 w kategorii Opowieści

Pewnego dnia indiański chłopiec przyszedł do starego, mądrego wodza i spytał:
- Wodzu, co sądzisz o sytuacji na świecie?
W odpowiedzi usłyszał:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa ogromne wilki. Pierwszy z nich jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? - spytał z zaciekawieniem chłopiec.
- Ten, którego karmię - odrzekł na to Wódz.

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , ,

 
2

Skomentuj!

Jaką jesteś żabą?

Napisane przez Kacper Bisanz, 12 marca, 2010 w kategorii Motywacja, Opowieści

Historia opisana poniżej, mimo, że metaforyczna, to w istocie jest prawdziwa, czyli jak to niektórzy mają w zwyczaju mówić: „Jest na faktach autentycznych”. Historia ta powtarza się codziennie, w każdej godzinie, w każdej nawet minucie, we wszystkich częściach świata, na każdym kontynencie – w Twoim otoczeniu również!

Nie tak dawno temu i nie tak daleko, wszak zaledwie za trzema rzekami, dwoma pagórkami i kilkoma autostradami, był sobie zaniedbany staw.
Zamieszkiwały go sto dwie żaby. Pewnego dnia jedna młoda żaba przypłynęła (żabką!) do reszty stada krzycząc w stawogłosy:
Skarb! Skarb! Słyszałam o skarbie!
Reszta żab niestety nie kumała, o co chodzi, ale młoda żaba kontynuowała:
Skarb! Skarb, jest na szczycie tamtej góry!”. Po czym pokazała łapką na oddaloną, znajdującą się gdzieś tuż przy horyzoncie górę, ledwie widoczną ze stawu.
Żaby były bardzo zaintrygowane tym, co słyszą, więc spytały skąd to wie i co to za skarb. Młoda żabka odpowiedziała im o tym, jak spotkała starą, dojrzałą, pomarszczoną żabę, która przekazała jej informacje o skarbie niewyobrażalnym dla żadnej z żab. Otóż, dowiedziała się, że każda żaba, która dotrze na szczyt góry będzie pławiła się w luksach i bogactwie do końca swoich dni. Wystarczy tylko wejść na szczyt! Szczęście na wyciągnięcie łapy!
Wszystkim żabom bardzo spodobała się ta nowina, więc z entuzjazmem wyruszyły w drogę ku szczęściu.
Szły trzy dni i trzy noce, aż doszły do podnóża góry. Wtedy jedna żaba powiedziała:
Tyle wysiłku, a jesteśmy dopiero na początku drogi! Ja rezygnuje, wracam do domu!
Kilkadziesiąt żab miało podobne przemyślenia i zawróciło razem z nią do stawu.
Pozostałe żaby niezrażone tym, co mówią inne, postanowiły podjąć wyzwanie i wspiąć się na górę. Kiedy były już w jednej trzeciej drogi, trzy żaby zaczęły krzyczeć:
To bez sensu! Będziemy tak iść w nieskończoność!
Po czym powiedziały jednogłośnie:
Nie wiemy jak Wy, ale my wracamy do naszego stawu. Spływamy stąd!”.
I tym razem dołączyło się do nich sporo innych żab. Reszta natomiast niezłomnie dążyła do celu. W połowie drogi na szczyt jedna z żab skręciła nogę, więc postanowiła zawrócić… i tym razem dołączyło do niej kilka towarzyszek.
Pozostały trzy dzielne istoty, niebojące się wyzwań i chcące osiągnąć cel.
Jednak dwie z nich po pewnym czasie zaczęły bez przerwy narzekać. W pewnym momencie, kiedy były już naprawdę blisko celu… zrezygnowały, mówiąc, że są wyczerpane i nie dadzą już rady. Pozostała jedna, jedyna żabka, która nie zważając na sto jeden pozostałych żab, dalej skakała do celu. Nie było łatwo, wiatry i deszcz dawał się we znaki, ale żabie udało się zdobyć szczyt góry, a jednocześnie… szczyt jej marzeń. Na szczycie góry był istny żabi raj, kraina miodem i mlekiem płynąca.
W tym sielankowym miejscu owa żaba bawi się do tej pory, nie żałując ani sekundy przebytej drogi.
Dlaczego tej jedynej żabie udało się osiągnąć cel, mimo, że ponad sto innych żab zrezygnowało?
Otóż, ta jedna nie przejmowała się opinią innych, nie słyszała ich, bo…była głucha.

Kim Ty jesteś w swoim życiu?
Czy potrafisz być głuchy na innych i realizować swoje marzenia?

Bądź jak żaba i jeżeli masz chociaż tylko jedno małe marzenie, to przenigdy, ale to przenigdy się nie poddawaj i… tak po prostu… zrealizuj je!

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , , , , , ,

 
0

Skomentuj!

Czy masz już wyprany mózg?

Napisane przez admin, 30 października, 2009 w kategorii Motywacja, Opowieści, Przemyślenia

Pewna osoba powiedziała mi ostatnio, że mam wyprany mózg.
Dlaczego? Pewne dlatego, że uważam, iż życie wcale nie jest tak skomplikowane jak nam się wydaje.
Myślę (może się mylę, nie wiem), że w czasie naszego życia można spełniać marzenia i brać z szczęście pełnymi garściami.
Oczywiście wszystko zależy od pracy, jaką się włoży w polepszanie komfortów naszej egzystencji, ale każda osoba która chce może prawie wszystko.
Trzeba tylko zrozumieć parę spraw i powoli zmieniać siebie, aby cały świat wokół również się zmieniał.
Może Ty też myślisz, że mam wyprany mózg? Mam, to prawda! Odkryłem to wczoraj niechcący, kiedy miałem opowiedzieć publicznie kilka minut o sobie i w czasie tej wypowiedzi doszło do mnie kilka istotnych kwestii.
Otóż mój mózg prali i nadal piorą moi rodzice, przyjaciele, znajomi, książki, filmy, oraz wszystko to, z czego czerpię teoretyczną i praktyczną wiedzę.
Polecam pranie w proszku do jasnego i kolorowego prania, a nie w „Perwolu Black Magic”.
Wtedy mamy jaśniejszy i barwniejszy obraz świata.
Warto sięgać do źródeł, które nas motywują, inspirują i budzą pozytywne emocje.
Można, co prawda naszpikować się tym co złe i co wieczór oglądać wiadomości, w których dowiadujemy się o katastrofach, pobiciach, kradzieżach, malwersacjach, pomyłkach itp. Tylko po co?
Już wiem! Aby sobie w ten sposób wyprać mózg!
2 tygodnie temu byłem na szkoleniu „Everest Twoich marzeń” Aureliusza Górskiego.
Tam oprócz nabycia praktycznej i ciekawej wiedzy po raz pierwszy zobaczyłem film o pewnym człowieku.
Na mnie osobiście zrobił ogromne wrażenie.
Bohater tego filmu też ma wyprany mózg:

Coś musi być nie tak skoro taki człowiek cieszy się życiem, prawda?
A może po prostu Nick Vujicic cieszy się tym co ma, a z tego czego mu w życiu brakuje robi zalety.
Wykonuje czynności które wydawałby się niemożliwe, takie jak gra w golfa, czy pływanie, a jednak udowadnia, że jest to możliwe. Jest mu na pewno trudniej, ale co z tego? Po prostu robi, to co lubi. Wiesz dlaczego? Bo wie, że może. Coś jest nie tak, że być może to Ty nie potrafisz jeszcze cieszyć się życiem tak jak on…
Czy cokolwiek stoi na przeszkodzie, aby to zmienić?
Czy Twoje problemy są duże, czy tylko myślisz, że takie są?
Czy miałyby one takie same znaczenie gdybyś nie miał kończyn, tak jak Nick?
Czy łatwiej by Ci było sobie z nimi radzić, gdybyś był kaleką jak Nick?

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , ,

 
1

Skomentuj!

Pomagaj z głową!

Napisane przez Kacper Bisanz, 1 października, 2009 w kategorii Opowieści, Przemyślenia, Relacje

Ostatnio podeszła do mnie młoda dziewczyna i spytała czy wspomogę ją, dając kilka złotych na pociąg i piwo, ponieważ jedzie na jakąś masową imprezę.
Dziewczyna była bardzo ładna, ale miała dziwnie wygolone włosy i (coś, co mnie osobiście się nie podoba) kolczyki w wardze. Odmówiłem mówiąc, że w taki sposób nie pomagam. Podobna sytuacja miała miejsce kilka dni temu, tylko, że zaczepił mnie menel w średnim wieku. Niezależnie od tego, kto mnie prosi o pieniądze nie daję, bo to nie jest forma pomocy, a forma promocji lenistwa i degrengolady. Jeżeli jestem proszony o pieniądze „na jedzenie” to zawsze proponuje po prostu jedzenie. Kiedyś podszedł do mnie były więzień i poprosił o pieniądze na jedzenie. Powiedziałem, że chętnie mu coś kupię. Efektem było to, że szczęśliwy zajadał kanapkę, popijając shakem mlecznym i opowiadając mi o tym dlaczego trafił na ulicę, jak sobie na niej radzi i co robi aby zmienić swoje życie. Trafiłem na faceta, który nie chciał na wódkę, a po prostu był głodny.
Gdyby nikt nie dawał osobom proszącym o pieniądze, to żadna z nich by nie żebrała. Byłoby więcej osób, które grają, lub śpiewają na ulicach, czyli oferują swoje umiejętności umilające spacer w mieście w zamian za wrzucenie kilku monet „co łaska”. Poza tym więcej osób zaczęłoby szukać pracy, lub pomysłu jak zarobić uczciwie jakiekolwiek pieniądze.
W Hiszpanii przykładowo mieszka mężczyzna, który stoi na ulicy z… rowerem na głowie.
Podobno zarabia pieniądze o jakich Polacy na etacie w ogóle nie marzą. Gdybym zobaczył go na żywo na pewno dałbym mu parę euro, ponieważ powiększyłby moją mapę rzeczywistości o nowe doświadczenie.
Podobnie było w ostatnią sobotę. Przechodziłem centrum Wisły obok posągu rybaka obrośniętego glonami. Powiedziałem do koleżanki obok: „Tego tutaj ostatnio nie było” i poszliśmy dalej. W drodze powrotnej posąg nagle ożył. Facet miał niesamowity strój i potrafił stać bez żadnego, choćby małego ruchu. Doceniłem jego inwencje twórcą i rzuciłem mu kilka złotych do czapki.
Natomiast z reguły nie daje na wszelkiego typu fundacje, ponieważ korzystają one z elastyczności polskiego prawa, dzięki któremu pomagający nie ma pewności gdzie wędrują jego pieniądze.
Fenomenem jest dla mnie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która z roku na rok bije rekordy zebranych na szczytne cele pieniędzy.
Zawsze daje na WOŚP, ale osobom, które znam i wiem, że doniosą pieniądze do celu.
Niestety większość „wolontariuszy” wyciąga ze skarbonek „prowizję” dla siebie, sięgającą często kilkuset złotych. Szkoda, bo więcej pieniędzy byłoby przeznaczonych dla potrzebujących. Moim zdaniem powinno się zrobić skarbonki, z których pieniądze dałoby się wyciągnąć tylko po ich całkowitym zniszczeniu.
Świat jednak nie jest taki zły i da się pomagać w pewny, sprawdzony sposób. W jaki?
Jest ich kilka, ja przykładowo ostatnio oddaje krew. Wczoraj po raz kolejny odwiedziłem autobus Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Pewne bliska mi osoba spytała się, dlaczego to zrobiłem. Moją odpowiedzią było pytanie, dlaczego ona tego nie zrobiła.
Oczywiście nie każdy może oddać krew, ale każda zdrowa pełnoletnia (jednocześnie nie mająca więcej niż 65 lat) osoba może spróbować – co najwyżej w badaniach wyjdzie, że nie jest ona zdolna do oddania, w danym momencie, lub na stałe. Oddając 450 ml (bo tyle oddaje każda osoba niezależnie od płci) możesz uratować komuś życie. Ba! Na pewno uratujesz!
Mój kolega urodził się przez cesarskie cięcie. Jego mama straciła strasznie dużo krwi i jej życie było poważnie zagrożone. Gdyby nie krew od dawców, na pewno by nie przeżyła. Życie jest bezcenne, a znaczna część społeczeństwa może pomóc je ocalić.
Przy okazji dowiesz się czy jesteś zdrowy i czy nie masz AIDS, żółtaczki lub innych wirusów. Jeżeli to ma kogoś zmotywować to dodam, że po pobraniu krwi otrzymujemy (o czym zawsze idąc oddać krew zapominam) 8 dobrych czekolad, batonika i markową kawę.
Podsumowując, oddając krew:
- ocalasz komuś życie
- sprawdzasz swoje zdrowie
- dostajesz słodycze, którymi możesz wywołać uśmiech u bliskich Ci osób :).

Są inne formy pomocy, ta jest w miarę uniwersalna i naprawdę konkretna.
Niezależnie od tego jak pomagasz, zastanów się czy Twoja forma pomocy jest najlepsza jaką możesz wybrać w danej sytuacji. Doceniaj ludzi, którzy mimo ciężkiej sytuacji starają się zarobić w jakikolwiek uczciwy sposób poza żebraniem i jak tylko możesz oddaj krew!
Nie bądź żyła - podziel się!

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , , ,

 
2

Skomentuj!

Zakochałem się w pani z KFC!

Napisane przez admin, 15 września, 2009 w kategorii Blog, Miłość, Motywacja, NLP, Opowieści, Przyjaźń, Relacje

Jest dokładnie 2:22, a ja zaczynam pisać notkę.  Cóż, po prostu teraz czuję taką potrzebę :).

Dziś po tygodniowym szkoleniu postanowiłem postawić na relaks. Ogarniałem kilka spraw, potem poszedłem do fryzjera (mycie włosów przez zgrabne damskie dłonie, to jest to!), umówiłem się na jedno spotkanie, a wieczorem wpadłem do herbaciarni z przyjaciółką. Wieczór był świetny, ale to co mi się w nim najbardziej podobało to sama jego końcówka. W czasie powrotu do domu zahaczyliśmy o KFC. Podjechaliśmy do okienka i wtedy doznałem olśnienia.
W tym momencie pragnę zaznaczyć, że nie znam słów w języku polskim, angielskim, elfów, lub jakimkolwiek innym, które mógłby wyrazić to co przeżyłem. Postaram się to jednak zgeneralizować i uprościć, przypominając jeszcze raz, że nie jestem w stanie przelać na bloga obrazu tej sytuacji.
Tak więc podjechaliśmy, aby zamówić Twistera. Z okienka wychyliła się ładna brunetka z transparentnym uśmiechem na twarzy, błyskiem i radością w oczach, pytając energicznie i głośno w czym nam może służyć.
Złożyłem zamówienie, a następnie zostałem spytany czy chciałbym może tego Twistera w zestawie. Potem kilka dodatkowych pytań o chęć powiększenia zestawu, rodzaj napoju itp.
Pytania były bardzo normalne, ale wypowiedziane w taki sposób, że przyjaciółka, oraz ja byliśmy w szoku. Dlaczego? Otóż Iza (taki napis lśnił na plakietce, przypiętej do jej piersi) obsługiwała nas w taki sposób, jakby płacili jej co najmniej 200 zł za godzinę i tak, jakby sprzedawała fastfoodowe jedzenie pokryte warstwą platyny i złota, za które dostaje 50% prowizji. Ciężko powiedzieć jak ona to robiła. Może czytała notki na tym blogu o czynieniu dobra i uśmiechu? Może wychowała się w krainie mlekiem i miodem płynącej? Może to był anioł na ziemi? Nie wiem. Wiem tyle, że miała niesamowitą energię (a było przecież późno, bo po 23), uśmiech o którym już pisałem, naprawdę sympatyczny głos, oraz chęć sprawienia klientowi radości swoją postawą. Kiedy już czekałem na moje zamówienie, spytałem skąd w niej tyle energii. Odpowiedziała skromnie, że taką ma pracę i się w niej odstresowuje. Postanowiłem dowiedzieć się co robi na co dzień. Okazało się, że rozpoczyna studia pielęgniarskie, co by się zgadzało, bo od razu widać, że lubi pomagać ludziom.
Dałem jej moją wizytówkę i odjechaliśmy. W drodze do domu nie mogłem wyjść z podziwu jak swoją postawą można komuś umilić kilka minut życia, a potem dalszy posiłek. Było to absolutnie fantastyczne. Nigdy, nigdzie nie spotkałem się z taką, bądź co bądź bezinteresowną życzliwością dla obcej osoby.
Kiedy wróciłem do domu, sprawdziłem co w sieci piszczy, odpisałem na kilka maili i nadal myślałem o Izie z KFC. W pewnym momencie odszedłem od komputera, ubrałem kurtkę i szybkim krokiem pomknąłem w kierunku tej restauracji. W słuchawkach leciała mi muzyka, między innymi: “(…) Tak, to będzie ona, wymarzona cud-kobieta, może nawet żona…”
Co ciekawe od ponad miesiąca mówię każdemu, kto pyta mnie o mój stan cywilny, że jestem wolny, ale wkrótce znajdzie mnie miłość mego życia, która będzie życzliwą, inteligentną, błyskotliwą, towarzyską, zgrabną, brunetką z ładnym biustem i poczuciem humoru :). Na pierwszy rzut oka Iza spełniała 6 z tych 8 warunków, więc musiałem się dowiedzieć, czy spełnia wszystkie osiem :)
Okazało się, że dystans 5-6 kilometrów, można pokonać piechotą w pół godziny.
Drugim moim odkryciem było, to, że w dzień roboczy o godzinie 00:30 przy KFC Drive może czekać w kolejce kilka aut. Tak więc ustawiłem się za nimi i po pół godziny nastała moja kolej na podejście do okienka.
Tutaj nastała niespodzianka. Zamiast ciemnowłosej Izy, była miła blondwłosa Kasia.
Złożyłem zatem zamówienie: “Poproszę mojito, czymkolwiek jest i Izę do okienka”.
Zamówienie zostało zrealizowane i po zapłaceniu 5,99 i odczekania chwili miałem przed sobą zimny napój i gorącą dziewczynę. Opowiedziałem jej, że spodobało mi się jej podejście do świata i postanowiłem do niej przyjść i umówić się na środę, lub czwartek. Niestety Iza, dalej uśmiechając się szeroko odmówiła mi. Po chwili w rozmowie wyszło, że kilka metrów za nią stoi jej chłopak :). W związku z tym, że stałem już przy okienku i piłem mojito postanowiłem chociaż dowiedzieć się o niej czegoś więcej i lepiej ją poznać.
Po chwili rozmowy wnioskuję, że nie pomyliłem się i faktycznie jest fantastyczna osobą. Niestety nie będzie moją żoną, ale (jak zresztą jej powiedziałem) z takim uśmiechem i tak daleko zajdzie.
Nawet pofatyguję się i wyślę list do kierownika, aby docenił swoją pracownicę, bo odwala kawał dobrej roboty.
Co ciekawe ostatnio tłumaczyłem dwóm osobom, że wyjątkowe osoby, czekają na wyjątkowych partnerów i że ja też czekam, a nie szukam specjalnie. Okazuje się jednak, że przez uśmiech i miłe słowo potrafię błąkać się po nocach tu i tam:). Wiem, że liczyłeś, drogi czytelniku iż ta historia skończy się romantyczną wielką miłością, jednak zamiast takiego finału mam dla Ciebie cztery wnioski w ramach podsumowania:
1. Nigdy nie wiesz kiedy spotkasz, ciekawą osobę z którą możesz się identyfikować.
2. Dzięki odpowiedniej postawie można spotkać takich wariatów jak ja :)
3. Ładna dziewczyna zawsze namówi Cię na to, abyś wziął do zamówienia frytki.
4. Mojito w KFC, to naprawdę dobry, bezalkoholowy, orzeźwiający drink składający się z Sprite, lodu, tajemniczego syropu, listków mięty i plastrów limonki.

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , , ,

 
0

Skomentuj!

Rybak i chłopiec

Napisane przez Kacper Bisanz, 8 września, 2009 w kategorii Inne, Motywacja, Opowieści

W małej wiosce mieszkał sobie stary, doświadczony rybak. Pewnego dnia przyszedł do jego domu młody chłopak, który poprosił, aby ten nauczył go łowić ryby, oraz tego jak wieść takie wspaniałe spokojne życie jak on.  Stary rybak odmówił, tłumacząc, że chłopak jest zbyt mało doświadczony, aby się tego nauczyć.  Po kilku dniach chłopak ponowił próbę i przyszedł prosić rybaka o wskazówki i rady, mówiąc, że będzie słuchał ich uważnie i każde jego polecenie wykona sumienie, bez zadawania zbędnych pytań. Niestety jego prośby okazały się nie skuteczne. Rybak stwierdził, że chłopak jest zbyt młody na taką naukę. Sytuacja powtarzała się, ale petent za każdym razem, podobnie jak za pierwszymi dwoma, był wysyłany z kwitkiem. Pewnego razu chłopak z samego rana czekał na rybka w jego kutrze. Kiedy rybak przyszedł, ambitny chłopak znowu zaczął go prosić, mówiąc, że będzie wykonywał każde jego polecenie. Rybak przekonał się, że rzeczywiście chłopakowi zależy na zdobyciu nowej, fascynującej wiedzy. Postanowił dać mu szansę do nauki, zabierając go na morze. Kiedy byli już daleko od brzegu stary rybak kazał chłopakowi wskoczyć do wody. Młody uczeń był nieco zdziwiony tym poleceniem, ale wskoczył do wody, ponieważ obiecał słuchać swego nauczyciela. Kiedy był już w wodzie, rybak nachylił się nad nim i… włożył jego głowię pod taflę wody, a następnie trzymał, aby ten nie mógł jej wyjąć. Chłopak zaczął panikować. Z całych sił próbował się wynurzyć, ale nie potrafił. Uderzał w rękę rybaka, ale nie był w stanie się wynurzyć. W pewnym momencie zaczęło brakować mu tlenu, więc jeszcze raz mocno, najsilniej jak potrafił uderzył w rękę rybaka i wynurzył się z nad tafli wody. Zasapany, łapał powietrze do płuc i krzyczał na rybaka:
-„Oszalałeś!? Chciałeś mnie utopić? Czemu to zrobiłeś?
Rybak w ramach odpowiedzi odwdzięczył mu się pytaniem:
-„O czym myślałeś będąc pod wodą?”
-„Co za głupie pytanie?! To oczywiste, myślałem tylko o tym, aby jak najszybciej wydostać się na powierzchnie!” – odparł zdenerwowany chłopak.
-„Widzisz, miałeś cel, ale czy samo myślenie o nim pomogło Ci w wydostaniu się z wody?”
-„Nie, przestraszyłem się, więc z całej siły uderzyłem w Twoją rękę i udało mi się dzięki temu wydostać” – usłyszał w odpowiedzi rybak.
„Otóż to! Ustaliłeś cel i podjąłeś działanie i właśnie to powinieneś robić w życiu.
Stawiaj sobie cele i podejmuj działania, które pomogą Ci w ich realizacji – Tyle mogę Cię nauczyć”

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się teraz na:
  • Facebook
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • MySpace
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych

Tags: , , , , ,

Copyright © 2010 Kacper Bisanz Layout modyfication by Kacper Bisanz statystyka