Jak rozebrać kobietę?

Sposobów jest wiele, tak jak wielu jest mężczyzn uważających, że robią to najlepiej.
Dawno temu, kiedy jeszcze świat nie wiedział czym jest uwodzenie, PUA, NLP, NLS, a po ziemi nie stąpali jeszcze turbopodrywacze i hiperuwodziciele, żyła sobie piękna kobieta.

Miała ona niesamowite, bujne rude włosy, piękną figurę, duży biust i oczy w kolorze Nutelli :)
Z tak niesamowitą urodą przyciągała do siebie wielu mężczyzn, więc czasem, aby odpocząć wybierała się na polanę ukrytą gdzieś w głębi lasu znajdującego się nieopodal jej domu.

Pewnego zimnego dnia wybrała się na polanę, aby zrelaksować się wśród zieleni i śpiewu ptaków. Wtedy wiatr, deszcz i słońce zaczęły ją obserwować, a że była niesamowicie piękną niewiastą, żywioły założyły się które pierwsze ją rozbierze.

Gra była niewątpliwie warta świeczki, gdyż niezależnie kto by wygrał zakład, reszta miałaby na co, a właściwie na kogo… popatrzeć :)

Pierwszą próbę podjął wiatr, zaczął wiać jak tylko mocno potrafił, szarpał kobietą w każdą stronę, tak aby zedrzeć z niej całe ubranie. Niewiasta zapięła mocniej płaszcz, trzymała kołnierz rękoma i chowała się za drzewami, aż do momentu kiedy wiatr dał za wygraną.

Zatem do akcji przystąpił deszcz, który runą jak z cebra, walił wielkimi kroplami po odzieniu kobiety. Ta, założyła kaptur, opatuliła się rękami i starała się unikać deszczu, który w efekcie w końcu dał za wygraną i pogodził się z tym, że przegrał zakład.

Ostatnią szansę miało słońce, które zaczęło grzać z całych sił.
Kobieta zdjęła kaptur, następnie płaszcz, a kiedy słońce poczęstowało ją jeszcze mocniejszymi promieniami, kobieta zdjęła spodnie koszulkę i … bieliznę :) .

Ciepłem zawsze można więcej niż złowrogością i chamstwem.
Słońce udowodniło, że nie warto robić niczego na siłę i warto mieć ciepły stosunek do ludzi, a w szczególności do kobiet…

Jak rozebrać kobietę?

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Kategorie: Miłość,Opowieści,Przemyślenia

Zakochałem się w pani z KFC!

Jest dokładnie 2:22, a ja zaczynam pisać notkę.  Cóż, po prostu teraz czuję taką potrzebę :) .

Dziś po tygodniowym szkoleniu postanowiłem postawić na relaks. Ogarniałem kilka spraw, potem poszedłem do fryzjera (mycie włosów przez zgrabne damskie dłonie, to jest to!), umówiłem się na jedno spotkanie, a wieczorem wpadłem do herbaciarni z przyjaciółką. Wieczór był świetny, ale to co mi się w nim najbardziej podobało to sama jego końcówka. W czasie powrotu do domu zahaczyliśmy o KFC. Podjechaliśmy do okienka i wtedy doznałem olśnienia.
W tym momencie pragnę zaznaczyć, że nie znam słów w języku polskim, angielskim, elfów, lub jakimkolwiek innym, które mógłby wyrazić to co przeżyłem. Postaram się to jednak zgeneralizować i uprościć, przypominając jeszcze raz, że nie jestem w stanie przelać na bloga obrazu tej sytuacji.
Tak więc podjechaliśmy, aby zamówić Twistera. Z okienka wychyliła się ładna brunetka z transparentnym uśmiechem na twarzy, błyskiem i radością w oczach, pytając energicznie i głośno w czym nam może służyć.
Złożyłem zamówienie, a następnie zostałem spytany czy chciałbym może tego Twistera w zestawie. Potem kilka dodatkowych pytań o chęć powiększenia zestawu, rodzaj napoju itp.
Pytania były bardzo normalne, ale wypowiedziane w taki sposób, że przyjaciółka, oraz ja byliśmy w szoku. Dlaczego? Otóż Iza (taki napis lśnił na plakietce, przypiętej do jej piersi) obsługiwała nas w taki sposób, jakby płacili jej co najmniej 200 zł za godzinę i tak, jakby sprzedawała fastfoodowe jedzenie pokryte warstwą platyny i złota, za które dostaje 50% prowizji. Ciężko powiedzieć jak ona to robiła. Może czytała notki na tym blogu o czynieniu dobra i uśmiechu? Może wychowała się w krainie mlekiem i miodem płynącej? Może to był anioł na ziemi? Nie wiem. Wiem tyle, że miała niesamowitą energię (a było przecież późno, bo po 23), uśmiech o którym już pisałem, naprawdę sympatyczny głos, oraz chęć sprawienia klientowi radości swoją postawą. Kiedy już czekałem na moje zamówienie, spytałem skąd w niej tyle energii. Odpowiedziała skromnie, że taką ma pracę i się w niej odstresowuje. Postanowiłem dowiedzieć się co robi na co dzień. Okazało się, że rozpoczyna studia pielęgniarskie, co by się zgadzało, bo od razu widać, że lubi pomagać ludziom.
Dałem jej moją wizytówkę i odjechaliśmy. W drodze do domu nie mogłem wyjść z podziwu jak swoją postawą można komuś umilić kilka minut życia, a potem dalszy posiłek. Było to absolutnie fantastyczne. Nigdy, nigdzie nie spotkałem się z taką, bądź co bądź bezinteresowną życzliwością dla obcej osoby.
Kiedy wróciłem do domu, sprawdziłem co w sieci piszczy, odpisałem na kilka maili i nadal myślałem o Izie z KFC. W pewnym momencie odszedłem od komputera, ubrałem kurtkę i szybkim krokiem pomknąłem w kierunku tej restauracji. W słuchawkach leciała mi muzyka, między innymi: „(…) Tak, to będzie ona, wymarzona cud-kobieta, może nawet żona…”
Co ciekawe od ponad miesiąca mówię każdemu, kto pyta mnie o mój stan cywilny, że jestem wolny, ale wkrótce znajdzie mnie miłość mego życia, która będzie życzliwą, inteligentną, błyskotliwą, towarzyską, zgrabną, brunetką z ładnym biustem i poczuciem humoru :) . Na pierwszy rzut oka Iza spełniała 6 z tych 8 warunków, więc musiałem się dowiedzieć, czy spełnia wszystkie osiem :)
Okazało się, że dystans 5-6 kilometrów, można pokonać piechotą w pół godziny.
Drugim moim odkryciem było, to, że w dzień roboczy o godzinie 00:30 przy KFC Drive może czekać w kolejce kilka aut. Tak więc ustawiłem się za nimi i po pół godziny nastała moja kolej na podejście do okienka.
Tutaj nastała niespodzianka. Zamiast ciemnowłosej Izy, była miła blondwłosa Kasia.
Złożyłem zatem zamówienie: „Poproszę mojito, czymkolwiek jest i Izę do okienka”.
Zamówienie zostało zrealizowane i po zapłaceniu 5,99 i odczekania chwili miałem przed sobą zimny napój i gorącą dziewczynę. Opowiedziałem jej, że spodobało mi się jej podejście do świata i postanowiłem do niej przyjść i umówić się na środę, lub czwartek. Niestety Iza, dalej uśmiechając się szeroko odmówiła mi. Po chwili w rozmowie wyszło, że kilka metrów za nią stoi jej chłopak :) . W związku z tym, że stałem już przy okienku i piłem mojito postanowiłem chociaż dowiedzieć się o niej czegoś więcej i lepiej ją poznać.
Po chwili rozmowy wnioskuję, że nie pomyliłem się i faktycznie jest fantastyczna osobą. Niestety nie będzie moją żoną, ale (jak zresztą jej powiedziałem) z takim uśmiechem i tak daleko zajdzie.
Nawet pofatyguję się i wyślę list do kierownika, aby docenił swoją pracownicę, bo odwala kawał dobrej roboty.
Co ciekawe ostatnio tłumaczyłem dwóm osobom, że wyjątkowe osoby, czekają na wyjątkowych partnerów i że ja też czekam, a nie szukam specjalnie. Okazuje się jednak, że przez uśmiech i miłe słowo potrafię błąkać się po nocach tu i tam:). Wiem, że liczyłeś, drogi czytelniku iż ta historia skończy się romantyczną wielką miłością, jednak zamiast takiego finału mam dla Ciebie cztery wnioski w ramach podsumowania:
1. Nigdy nie wiesz kiedy spotkasz, ciekawą osobę z którą możesz się identyfikować.
2. Dzięki odpowiedniej postawie można spotkać takich wariatów jak ja :)
3. Ładna dziewczyna zawsze namówi Cię na to, abyś wziął do zamówienia frytki.
4. Mojito w KFC, to naprawdę dobry, bezalkoholowy, orzeźwiający drink składający się z Sprite, lodu, tajemniczego syropu, listków mięty i plastrów limonki.

Masz coś do powiedzenia?
Skomentuj teraz, lub podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , , , ,

Kategorie: Blog,Miłość,Motywacja,Opowieści,Relacje

Akcji „Czyńmy dobro” ciąg dalszy

Akcji „Czyńmy dobro” ciąg dalszy.
Ostatnio pisałem o prozaicznym, pozornie błahym zwrocie: „Kocham Cię”.
Dziś, krótko opiszę coś, dzięki czemu również w łatwy sposób sprawisz, aby osoby w Twoich otoczeniu poczuły się lepiej, a przy okazji samemu wprawisz się w dobry humor.
Cóż to może być?
Kilka prostych słów, których z niewidomych przyczyn używa się stanowczo za mało.
Oto zwroty, które warto mówić głośno i wyraźnie i wręcz nadużywać ich podczas codziennego dnia:
„Dzień dobry”, lub (co daje z reguły ciekawszy efekt): „Dzień dobry pani/panu”
„Poproszę”,
„Dziękuję”, lub „Dziękuję pięknie”, „Dziękuje serdecznie”
„Miłego dnia życzę”.
Cóż jest w nich nadzwyczajnego? Czemu o nich piszę, skoro każdy wie, jak i kiedy ich używać? Dlatego, że praktycznie codziennie jesteśmy w jakimś sklepie, czy też lokalu.
Jak zazwyczaj rozmawiamy kupując powiedzmy paczkę chusteczek higienicznych w kiosku?
- „Dzień dobry, chusteczki higieniczne proszę”
- „1 zł”
- „Dziękuję, do widzenia”
- „Do widzenia”
Tak wygląda dialog w najlepszym przypadku, jaki można zaobserwować stojąc 15 minut pod kioskiem (co zresztą uczyniłem), a co by było gdyby wyglądał tak:
- „Dzień dobry pani”
- „Dzień dobry”
- „Poproszę chusteczki higieniczne”
- „Proszę, 1 zł”
- „Dziękuję pięknie, miłego dnia pani życzę”
- „Dziękuję, wzajemnie!”
- „Dziękuję również, do widzenia”

To może wydawać się nieco dziwne, nienaturalne, ale wcale nie jest tak odbierane.
Inny przykład. Idziesz sobie spokojnie ulicą, a tu jakaś młoda dziewczyna macha Ci ulotką promującą jakąś świetną szkołę policealną. Nie wiem jak Ty na to reagujesz, ale większość osób nie bierze ulotki do ręki, a na dodatek często patrzy na „ulotkarkę” z pogardą.
Pytanie brzmi: Co Ci szkodzi zabrać ulotkę?
A nóż zainteresuje Cię oferta reklamowanej firmy?
Jeżeli nie, to pięć metrów dalej zapewne będzie jakiś kosz z którego zrobisz użytek.
Ilekroć jestem na ulicy i ktoś daje mi ulotkę, biorę ją (choćbym się miał zatrzymać i poczekać na swoją kolej ;-) ) i mówię: „Dziękuję serdecznie, miłego dnia pani/panu życzę”.
Reakcje są bardzo pozytywne, ponieważ takie zachowanie odbiega od schematu.

Osoba, do której podchodzi się z sercem i miłym słowem, czuje się doceniona (nawet jeżeli jest tylko zwykłą kioskarką) i sama (w większości przypadków) staje się milsza dla nas.
Nam również jest przyjemniej, ponieważ widzimy, że ktoś dzięki nam się uśmiecha, oraz obdarza nas ciepłym słowem.
Proste?

Masz coś do powiedzenia?
Skomentuj teraz, lub podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , ,

Kategorie: Miłość,Przemyślenia,Relacje

Akcja „Czyńmy dobro!”

Wyobraź sobie, że pewnego dnia każdy, dosłownie każdy na naszej planecie stwierdza, że tylko na jeden dzień będzie uprzejmy, uczynny i pełen empatii dla wszystkich.
W związku z tym, że każdy byłby życzliwy, to naprawdę ciężko byłoby wyprowadzić kogokolwiek z równowagi i przekonać, aby zaniechał swoje postanowienie, swój plan.
Nagle świat z dnia na dzień stałby się o wiele lepszy, bo ludzie nie robiliby sobie niepotrzebnych przykrości, awantur, złośliwości, a wręcz przeciwnie – całą postawą pokazywaliby miłość.
Dobrze, ja tutaj się rozmarzyłem, ale jednocześnie postanowiłem, że można by tak spróbować budować globalnie lepsze relacje z ludźmi.
Jestem pewien, że można zmieniać świat. Jak? Dobrem. Tak, tak – prosta sprawa – „dobro” i kropka.
Oczywiście do tego nawiązuje „Teoria odbicia dobra„, ale pomyślałem, że można by wykonywać małe, z pozoru błahe zadania, które miałby wymierne znaczenie.
Rozpoczynam akcje: „Czyńmy dobro!”.
Na czym będzie polegać?
Co kilka dni będę pisał na blogu, co danego dnia każdy, dosłownie każdy, bez większego wysiłku może zrobić, aby żyło nam się lepiej.

Co można zrobić dziś?

Powiedz kilku najbliższym osobom, że je kochasz.

Nie wymaga to specjalnych umiejętności, a często o tym zapominamy, więc przyjdź do domu, lub weź komórkę i przekaż mamie, tacie, żonie, dziewczynie, bratu, siostrze, przyjacielowi, przyjaciółce, lub komukolwiek innemu, kto na to zasługuje.
Nie odkładaj tego na później! Bierz odpowiedzialność za to kim jesteś i pamiętaj dzięki komu taki jesteś, oraz o tym, że warto za to podziękować prostym „Kocham Cię”

Masz coś do powiedzenia?
Skomentuj teraz, lub podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Kategorie: Miłość,Relacje

Uczeń i Budda

Za trzema rzekami i dwoma górami, gdzieś daleko na wschodzie Japonii żył sobie Budda.
Pewnego dnia przyszedł do niego uczeń.
Powiedział, że po roku nauki zarówno teorii jak i praktyki potrafi już samodoskonalić się poprzez medytację.
Budda z kamienną twarzą spytał:
„Tylko tyle?”
Uczeń zrozumiał, że to za mało dla tak mądrego i wymagającego nauczyciela, więc szybko odszedł.
Po roku uczeń przyszedł ponownie do swojego mentora i oznajmił, że potrafi już nie tylko medytować, ale również lewitować kilka centymetrów nad ziemią.
Budda niewzruszony informacją, jaką usłyszał, zapytał:
„To wszystko, na co Cię stać?”
Młody uczeń odszedł w milczeniu, aby po pięciu latach wrócić i podzielić się z Buddą inną dobrą nowiną:
„Potrafię już okiełznać swoje pragnienia wchodząc w stan Nirwany!”
Tym razem Budda również nie docenił nowej umiejętności ambitnego człowieka stojącego przed nim i kolejny raz odpowiedział jednym pytaniem:
„To naprawdę szczyt Twoich możliwości?”
Uczeń nieco zrezygnowany, wrócił skąd przyszedł. Po dziesięciu latach przybył ponownie do starego mędrca i zaczął wymieniać:
„Oprócz głębokiej medytacji, lewitacji, oraz osiągnięcia stanu Nirwany, potrafię już chodzić gołymi stopami po rozżarzonych węglach!”
Na Buddzie nawet to nie wywarło wrażanie, zatem spytał retorycznie:
„Uważasz, że więcej nie jesteś w stanie osiągnąć?”
Nie taki młody już uczeń i nadal utwierdzał się w przekonaniu, że jeszcze nie umie wszystkiego, co powinien i odszedł w milczeniu.
Minęło piętnaście lat. Doświadczony uczeń przyszedł do bardzo starego już Buddy, który spytał go:
„Przychodzisz już piąty raz. Czego zatem nauczyłeś się przez te wszystkie lata?”
W odpowiedzi usłyszał:
„Potrafię uśmiechać się i pomagać ludziom”
Budda opowiedział:
„Zaprawdę teraz mogę powiedzieć Ci, że jesteś prawdziwym mistrzem…”

Masz coś do powiedzenia?
Skomentuj teraz, lub podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • email
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Tagi: , , , , ,

Kategorie: Miłość,Motywacja,Relacje
« Nowsze wpisyPoprzednie wpisy »